piątek, 20 grudnia 2013

XXXVIII

   Raz. Dwa. Trzy. Raz. Dwa. Trzy. - powtarzam w myślach. Raz. Dwa. Trzy. Raz. Dwa. Trzy. Dwa. Trzy. Raz. Nie. Inaczej. Raz. Dwa. Trzy. Trzy. Dwa. Jeden. Otwieram oczy. Widoki zza szyby zlewają się ze sobą w szaleńczym pędzie pociągu, szum stalowej maszyny, do którego zdążyłam już przywyknąć, odcina dźwięki z zewnątrz. Ogromny wąż pożarł nas więżąc w swoim wnętrzu, zabierając światu.
Wzdycham ciężko odwracając wzrok od okna. Duszę się. Brakuje mi powietrza, choć wciąż mogę oddychać. Czuję, jakbym miała zaraz przestać, jakby coś ściskało mnie za gardło uniemożliwiając pełnego wdechu. To Kapitol. Zacieśnia obrożę na twojej szyi. Wolno, powoli, byś nie zauważyła. A gdy już to spostrzeżesz, byś nie mogła nic zrobić.
 - Bzdura - prycham cicho, choć w głębi serca zgadzam się z głosikiem w mojej głowie. 
  Wstaję i jak wczoraj, przedwczoraj, przed-przedwczoraj i jeszcze wcześniej, idę na koniec pociągu. Właściwie nie ma tam nic nadzwyczajnego. Tak naprawdę, nie ma tam praktycznie niczego. Jest cisza. Nie wiem czemu, ale jest to jedyne miejsce w całym pociągu, w którym nie słychać szumu i syków, może jest jakoś specjalnie wyciszane? Nie wiem i tak naprawdę nic mnie to nie obchodzi.
  Siadam w wygodnym, miękkim, trochę już starym, ale nie zniszczonym, fotelu. Podkulam nogi i jak każdego poprzedniego dnia, biorę z podłogi jedną z książek, które wzięłam ze sobą w podróż. Każdego dnia to samo. Ze względu na pogrzeb i mój dość słaby stan psychiczny, odwołano część Tournee. Ominięto najbiedniejsze dystrykty i dzięki temu musiałam oglądać tylko Siódemkę, Szóstkę, Piątkę, potem Trójkę, dzisiaj Dwójkę, jutro czeka Jedynka, następnie Kapitol i Czwórka. Właściwie nic nie pamiętam z tego, co się działo w dystryktach, tego, co mówiłam czy jak to wszystko wyglądało. Mocne leki uspokajające potrafią czynić cuda. Gdy wracamy do pociągu od razu idę do siebie i kładę się spać. Budzę się najczęściej późnym wieczorem i idę do tego pokoju. Z Reuelem nie rozmawiam. Chyba że wtedy, gdy jestem omamiona lekami, ale tego już nie pamiętam. Nie jestem chyba w stanie porozmawiać z nim normalnie. Nie po tym, co stało się w Czwórce. 
 Otwieram książkę na stronie, na której skończyłam czytać i pogrążam się w lekturze.
 Pewnym, szybkim krokiem przemierzała ostatnie metry dzielące ją od granicy lasu. Nie oglądała się za siebie. Nie miała niczego, za czym mogłaby tęsknić, na co chciałaby popatrzeć ten jeden, ostatni raz... Wiedziała, że jeśli teraz przekroczy próg, już nigdy nie będzie mogła wrócić. Zostanie przeklęta, wygnana na zawsze z krainy i z serc jej mieszkańców. Wcale o to nie dbała, chciała jedynie zobaczyć Świat. Te ziemie, o których krążyły legendy, których nikt z jej pobratymców nie widział na żywe oczy. Ziemie, z których lata temu zostali przepędzeni, by skryć się w Pradawnym Lesie i by już nigdy ich nie ujrzeć. Stanęła przed ostateczną granicą, przed ostatecznym odwrotem od przeszłości, od jej domu, jakikolwiek by on nie był. Jeden krok - tyle ją dzieliło od ujrzenia na własne oczy tego, o czym mówiły jedynie legendy, tyle ją dzieliło od opuszczenia na wieczność wszystkiego, co znała, co kochała. Odruchowo poprawiła łuk na plecach i drgnęła niezauważalnie słysząc szelest za sobą. Nie odwróciła się. Nie musiała. Wyprostowana przekroczyła zdecydowanie granicę. Nie powstrzymał jej błagalny krzyk. Lecz w głowie jeszcze przez jakiś czas echem odbijały się słowa wypowiedziane przez NIEGO. "Nie odchodź."
  Podnoszę wzrok znad książki czując na sobie czyjś wzrok. Drgam, gdy widzę wpatrzonego we mnie mężczyznę. Reuela. 
 - Ile już tu jesteś? - pytam cicho przerywając milczenie. 
 - Chwilę - uśmiecha się lekko. - Co jest dalej? - wskazuje na książkę w moich dłoniach.
 - Dalej? - marszczę brwi.
 - Czytałaś na głos.
 - Zobaczy zamek - odpowiadam po prostu. - Ogromny zamek otoczony murami, u którego podnóży leży miasteczko. Potem spotka mężczyznę, który zmieni się w smoka i zawładnie pałacem. Pradawni będą zmuszeni opuścić las. Na koniec wszyscy giną.
 - Skąd wiesz?
 - Czytałam to już - wzruszam ramionami.
 - Czemu giną? - pyta podchodząc i biorąc ode mnie książkę. Kartkuje ją i ogląda okładkę.
 - Bronią swojego Świata - odpowiadam.
 - Świata... - mruczy zamyślony.
 - Swojej rzeczywistości.
 - Którą burzy mężczyzna - smok?
 - Tak - odpowiadam cicho. 
  Zapada milczenie. Nie patrzę na niego. Nie wiem czy nie chcę, czy po prostu nie mogę się na to zdobyć. Boję się rozmowy z nim. Boję się, że wspomni Jamesa, cokolwiek co ma związek z igrzyskami, czy ciążą.
 - Lily - szepcze kucając przy mnie.
  Milczę nie wiedząc, co powiedzieć. Czuję jak delikatnie obejmuje moją dłoń swoją. 
  - Możesz przestać? - prosi cicho.
 - Przestać co robić? - pytam zmuszając się, by na niego spojrzeć. Jest smutny. Dopadają mnie nagle wyrzuty sumienia. Tak przygnębionego dawno go już nie widziałam. Fakt, że w ogóle dość dawno go nie widziałam, a na pewno nie do końca będąc przytomna i świadoma tego, co się dzieje. 
 - Jesteś pewna, że nie wiesz o co mi chodzi?
  Ależ oczywiście, że wiem.
 - Jestem ciekawa jak ty byś się zachowywał na moim miejscu - rzucam przekrzywiając głowę mając świadomość, jak bardzo moje zachowanie jest czasami egoistyczne. 
 - Szkodzisz nie tylko sobie. 
  Wiem. Przecież doskonale to wiem. Ale boję się stawić czoła wszystkiemu. Za bardzo się boję. 
 - Reuel, co my zrobimy? - pytam nagle patrząc mu prosto w oczy. W te JEGO oczy. - Co my, do cholery, mamy zrobić?! Co JA mam zrobić?! Ja nie dam rady! Ja po prostu nie dam rady! - mówię coraz głośniej, prawie krzyczę. - Mam być matką? - prycham. - MATKĄ?! Reuel, ja jestem mordercą! Ja nie mogę... ja... ja... ja jestem za młoda! Za młoda i za głupia na to wszystko! Jak to sobie wyobrażasz?! Jak to sobie wyobrażasz...? - powtarzam uspokajając się powoli. - Boję się...
  Milczy. Po prostu milczy. Po czym obejmuje mnie. Mocno, ale delikatnie. Dłonią lekko gładzi mnie po głowie jakby chciał zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że musi być dobrze. Nie wytrzymuję. Wybucham płaczem. 
 - Jak to sobie wyobrażam? - powtarza po chwili cicho moje pytanie. - Wyobrażam sobie, że będziemy razem. Poradzimy sobie. Razem na pewno - mówi pewny swoich słów. - Pamiętasz jak  jechaliśmy na igrzyska? - po tonie jego cichego głosu, wydaje mi się, że się uśmiecha. - Powiedziałaś, że się boisz. 
 - A ty, że wszystko będzie dobrze - szlocham i unoszę kąciki ust pociągając nosem. - Bardziej oklepanego tekstu nie mogłeś wymyślić. 
  Pamiętam to. Wyszłam potem z przedziału. Stanęłam przed szkłem oddzielającym mnie od przesuwających się szybko widoków. Wtedy postanowiłam sobie, że nie dam się zabić, że wygramy. Razem. 

***
 - Reuel... boję się - szepczę ściskając jego dłoń mocno zaciśniętą na mojej. Za chwilę kurtyna się podniesie i wyjdziemy na scenę Dystryktu Pierwszego. My - aktorzy z tremą przed odegraniem swojej roli. Drepczę w miejscu i pytam cicho, z nadzieją - mogę?
 - Nie - odpowiada natychmiast stanowczo. - Poradzisz sobie. Ja w to wierzę i ty w to wierzysz - wmawia mi.
 - Ale... ale to dystrykt Diany i Morta...
 - Zachowaj choć raz trzeźwy umysł.
 - Zachowam w Czwórce - patrzę się na niego błagalnie.
  Kręci tylko głową. Wiem, że ma rację. Ale nie do końca mi się to podoba.
 - Oto Lily Anderson! Zwyciężczyni Pierwszych Igrzysk Głodowych! - słyszę donośny głos zza grubych, potężnych drzwi. 
  Czuję jak Reuel puszcza moją dłoń i odsuwa się krok w bok. Skrzydła wrót się otwierają. Ktoś popycha mnie lekko do przodu. Wychodzę na scenę. Jest oświetlona reflektorami. Niebo pokrywają burzowe chmury. Tu pogoda jest zupełnie inna niż w Czwórce. Mimo groźby ulewy z piorunami, cały ogromny plac wypełniony jest ludźmi. Patrzę na ich twarze. Szemrają wpatrując się we mnie wrogo. Nienawidzą mnie. Staję przy mikrofonie i dopiero teraz dostrzegam rodziców zmarłych. Diany i Morta. Morta i Diany. Raz. Dwa... Trzy? Siedzą sztucznie wyprostowani na krzesłach po prawej stronie sceny. Usiłują zachować kamienny wyraz twarzy, choć widzę, jak bardzo chcieliby mnie w tym momencie zamordować. To przecież nie ja... nie ja zabiłam ich syna... ale ty zwyciężyłaś. Za nimi stoi... nie. To niemożliwe. Czy to kolejny zmiech, czy tylko moja wyobraźnia? Zamieram wpatrując się zszokowana w barczystego chłopaka. Dreszcze przechodzą po moim ciele, gdy spoglądam w jego oczy. Żółte, zwężone, wyrażające jedynie nienawiść, pogardę i żądzę mordu. Oczy Morta. Jak to możliwe? On umarł... on... i nagle sobie przypominam. Dean - brat trybutów Dystryktu Pierwszego. Strażnik Pokoju, który odprowadzał mnie z poduszkowca do sali,  z której wyjeżdżałam na arenę.
  Oglądam się na Reuela. Daje mi znak, bym mówiła. Ogarniam wzrokiem ponurych i wrogich mieszkańców dystryktu. Przełykam ślinę i odzywam się cicho.
 - Witajcie - mój głos wzmocniony rozlega się echem po placu. - Ja... - dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam pojęcia, co powiedzieć. Kartka z jakąś przemową została w pociągu. - Ja... khm - zamykam oczy i biorę się w garść. Uchylam powieki. - Diana była moją sojuszniczką. Była...
 - Zamknij się, pieprzona rebeliantko! - krzyczy ktoś w tłumie i nagle dostrzegam lecący w moją stronę nóż.
  Wiem, że nic nie zdążę zrobić, a nawet nie jestem w stanie nic zrobić. Zaraz umrę. Słyszę tylko brzdęk, krzyki i chaos. Nie czuję bólu, nic nie wbija się w moją pierś. Patrzę zszokowana na lecące w moją stronę różne przedmioty, które parę metrów przede mną odbijają się i spadają na ziemie nie docierając do mnie i nie czyniąc mi krzywdy. 
 - Czemu mnie nienawidzicie? - krzyczę, choć przecież doskonale znam odpowiedź. Mój głos wzmocniony głośnikami brzmi aż za donośnie. Wszyscy nagle milkną. - To nie ja zamordowałam Morta! Nie przeze mnie zginęła Diana! Ja tylko chciałam przeżyć... ja tylko przeżyłam - kończę szeptem.
  Pierwsze krople deszczu spadają z nieba, grzmot przerywa ciszę, a paręnaście sekund później półmrok przeszywa błyskawice. Na placu znów zapanowuje chaos. Ludzie tłoczą się, by jak najszybciej wrócić do domu, krzyczą, kłócą się. 
  Nagle czuję mocne szarpnięcie za ramię. Staję twarzą w twarz z Mortem. Deanem. Deanem, nie Mortem. Zszokowana widzę tylko jak robi zamach prawą ręką. Blokuję ją szybko, a on przygotowany na to, szarpię lewą dłonią. Ostrze przejeżdża tnąc po mojej szyi. Krew tryska zalewając czerwienią obraz przed moimi oczami, ból odbiera przytomność. Padam na ziemię, wśród krzyków odnajdując ciszę.

 *****
Klęska totalna xD ale jestem tak strasznie zmęczona, że nie dam rady wymyślić niczego lepszego. Nie na tą chwilę. Jedyny fragment tego rozdziału, który chyba lubię, to końcówka.
Postaram się jeszcze dodać rozdział przed świętami (albo w święta), a jak nie, to i tak wam złożę życzenia w oddzielnym poście, więc jeszcze tutaj ich nie będę wam składać.
Chcę wam bardzo podziękować. Bardzo, bardzo, bardzo. Za wszystkie komentarze, które wywołują uśmiech na mojej twarzy, za wszystkie wejścia, obserwacje, za wszystko.

Zapomniałabym! Jak wam się podoba szablon? :D Jest trochę inny niż go sobie wyobrażałam, ale i tak go pokochałam ^_^ 
Liczę na wasze opinie i bardzo serdecznie pozdrawiam c:
PS. Wybaczcie błędy i wszystkie absurdy i głupie sytuacje w tym rozdziale, postaram się to jeszcze poprawić :)

26 komentarzy:

  1. Padłam. Po prostu padłam.
    Cały czas miałam ciary, bo dodatkowo jeszcze słuchałam ścieżki dźwiękowej do WPO♥
    Powiedz, że jeszcze nie zabiłaś Lily. Jest ZA WCZEŚNIE na koniec;-;
    Uwielbiam Reuela i jego troskę o Lily. Oboje wyglądają po prostu słodko.
    Wybacz komentarz długości paragonu, ale musiałam jeszcze dzisiaj skomentować rozdział<3
    Życzę Wesołych Świąt i pozdrawiam:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? :D od paru dni mam ogromną ochotę obejrzeć to jeszcze raz... ale niestety, brak czasu :<
      NIC nie powiem ^_^ musisz poczekać do następnego rozdziału c:
      Właśnie nie wiem, czy trochę nie ZA słodko :/
      Jasne, że wybaczam :> a Ty wybacz mi, że dopiero dziś skomentuję Twój
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Jej, dodany 20 minut temu- ja to mam wyczucie!
    Rozdział epicki, już myślałam, że ten nóż ją zabije. ;-;
    Nadal nie mogę sobie wyobrazić Lil w ciąży. Jest tak dziwnie. Choć jej reakcja idealna. Mam jedno pytanie: czy te tabletki nie zaszkodzą Lily?
    Czemu nie są smutni po śmierci Jamesa? Jacyś tacy normalni, nie przejmują się tym, że cząstka ich dzieciństwa i życia właśnie obumarła.
    Przez to, że to są pierwsze Igrzyska, cały czas myślę , że Liliana jest z Jedynki. Dopiero jak napiszesz coś związane z jej PRAWDZIWYM Dystryktem, klepię się w czoło i mówię ,,Aaaaaaa'' XD
    Na pewno nie zabiłaś teraz Lily. Serio. Moim zdaniem, napisałabyś coś bardziej spektakularnego np: fajerwerki, bomby, ogień, latające noże itp. ^-^
    Tobie też życzę wesołych świąt! Nie jestem zbyt dobra w składaniu życzeń, ale przepowiadam ci, że kolejny rozdział będzie najlepszy. Najlepszy z najlepszych. I żeby moja wróżba się sprawdziła.
    Też właśnie dodałam rozdział! U Shir. Jest bezsensowny ;-;
    Pytałaś się co z Inez. Otóż pogodziłam się z nią, bo nie chciałyśmy się kłócić na święta. Jednak teraz nie mam takich samych odczuć co przedtem. Próbuję się od niej trochę ''trzymać z daleka'' bo poznałam naprawdę super osoby. Nie są takie jak Inez. Mogę na nie polegać.
    Pozdrawiam i życzę wesołych świąt i dla Lil i dla Ciebie
    Slendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^_^ "Co nas nie zabije, to wzmocni" xD nie no, dobra, to w tym przypadku chyba nie działa :p
      Wiesz, że ja też nie? Dlatego mi się ten rozdział do końca nie podoba :/ Jeszcze nie wiem xD zobaczę
      Są, są, tylko akurat teraz nie lamentują, minęło trochę dni od tego i... no nie wiem
      Ja akurat o tym nie zapomnę chyba (choć o wieeeluu rzeczach zapomniałam :c )
      Aż tak jesteś tego pewna?... :> fajerwerki i bomby? zastanowię się nad tym :D
      Dziękuję :) najlepszy z najlepszych? Nie wiem czy Ci wierzyć...
      Zaraz sama to ocenię ;>
      I trzymaj się tych super osób. Oto moja rada c; i nie daj jej odnieść wrażenia, że bez niej sobie nie poradzisz, czy zostaniesz bez nikogo.
      Dziękuję jeszcze raz :D

      Usuń
  3. Proszę, blagam! Nie mów, że zabiłaś Lily! Ja chcę następny roozdział, teraz, zaraz... Reuel, jak ja go uwielbiam, chociaż jest Snowem... Ech... To dziwne uwielbiam osobe, ktorej nienawidzę... XD rany XD
    Jak weszłam na bloga to myślałam, że się pomyliłam XD wspaniały szablon :3
    Weeeeesolutkich świąt, dużo prezentów i szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie powiem! :D niedługo postaram się dodać c: jeszcze nie jest do końca (dopiero się stanie :D )
      Hahaha ja też raz tak pomyślałam xD wchodzę, patrzę, co się dzieje? zdążyłam już zapomnieć, że poprzedniego dnia zmieniłam szablon xD ale mi też się bardzo podoba
      Dziękuję i nawzajem ^_^

      Usuń
  4. Kobieto jesteś przezaje CUDOWNA!!!!!!! Rozdziałjest fantastyczny. Chce następny rozdział!!!! ;-)
    DUUUUUŻO WENY!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha nie wiem czy Ci wierzyć xD
      Bardzo dziękuję ^_^

      Usuń
  5. MatkoMatkoMatkoMatko.
    Ale, że... Lily ma umrzeć? Jeśli ją uśmiercisz tym samym kończąc bloga, to dowiem się gdzie mieszkasz i wtedy sobie inaczej porozmawiamy xD
    A ten rozdział zaliczam do jednego z moich ulubionych. Nawiązywał do postaci z igrzysk i w moment mi się wszystko przypomniało. Bo np. o bracie Morta ani trochę nie pamiętałam. A teraz wszystko ładnie już mi się w mózgu odświeżyło. ^^
    Dziwi, a za razem intryguje mnie postawa ludzi z Jedynki. Przecież Lily była w sojuszu z Dianą. Mogli być chociaż trochę milsi. Ech ;//
    Kiedyś napisałaś, że nauczycielka tylko trójkę z polskiego Ci daje. A gdyby Twoja nauczycielka przeczytała to opowiadanie, to by jej szczena opadła. c;
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic nie wiem! Ooo! Chcesz mnie odwiedzić? :D Będzie mi miło ^_^
      Serio? Jak tak, to bardzo się cieszę c: właśnie tak mi się wydawało, że pewnie nikt go nie będzie pamiętać i jak pojawi się tak po prostu, to pewnie nikt nie będzie wiedzieć o kogo chodzi
      Ludzie z Jedynki są źli. Pamiętaj o tym!
      Nawet nie wiesz, jak się zdziwiłam, że pamiętasz takie rzeczy xD no nie wiem, jest dość wybredna. I wymagająca. I krytyczna xp
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  6. Na początku napiszę, że weszłam na szablonownicę o wiele wcześniej i zobaczyłam nowy szablon. Pomyślałam - śliczny i jeszcze igrzyskowy. Potem zobaczyłam dla kogo został wykonany. Kurde, skądś znam Tę osobę. No i mnie olśniło. Tak się jarałam, że masakra. Tym godłem Kapitolu, tą odwróconą dziewczyną, jej boskimi włosami...Nawet głupim drzewem. XD A potem jeszcze nowy rozdział. I tutaj muszę na Ciebie nakrzyczeć. Ogarnij się, bo jak zwykle rozdział boski i tylko Ty nie widzisz! Boże, jak teraz jesteś zmęczona to jakie Ty rozdziały piszesz jak jesteś wypoczęta?! Aż się boję pomyśleć...Przepraszam za wybuch. <33 Już się poprawiam:)
    ...TAAAAAK, NARESZCIE SIĘ DOCZEKAŁAM TOURNEEEEEE!!! [ szalony taniec po pokoju ]
    kocham, kocham, kocham Lily na scenie w Dystrykcie 1<333 No i w końcu jakaś zdenerwowana osoba<3 I nóż<33 Hahaha nie wiem czemu, ale się śmiałam jak napisałaś o tej krzyczącej osobie;)) Odbija mi powoli... A potem było mi smutno jak Lily krzyczała, że tylko po prostu przeżyła...No i kolejne debilne myśli mnie nachodzą... Czy ona...poroni? ...
    Kończę już, bo robi się dziwny komentarz.


    PS. Piszę z innego profilu, z tej strony stara, dobra czytelniczka awkwardgirl17 XD

    Hehe może nie uwierzysz, ale mnie zmotywowałaś i zaczęłam pisać swoje ff. W końcu się wyżyję i napiszę własną historię, która i tak nie dorówna Twojej:)

    Pozdrawiam!!! laaaaaaaast christmas i gave you my heart ( czy tylko ja mam to w głowie ) XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D ja się jarałam jak go zobaczyłam ^_^
      Nie krzycz :c hahaha nie wiem, mam nadzieję, że lepsze xD
      Nie ciesz się, zaraz koniec tournee (jestem sprytna i uniknęłam opisywania każdego dystryktu :D )
      Bardzo się cieszę ^_^
      Dziwny zrobił się już wcześniej xD nie martw się, wszystko co ostatnio piszę jest dziwne :p
      O :D tak właśnie patrzę, komentarz od jakiejś nieznanej osoby... a to Ty! ^_^
      Super! :D jutro na pewno wpadnę (dziś mój czas już się kończy, czeka mnóstwo świątecznej pracy ^_^ ) jasne, jasne, to się jeszcze okaże!
      Dzięki :D (ja też, nie martw się)

      Usuń
  7. Pięknie, cudowny jak każdy nie mogę się doczekać następnego i życzę weny~Johanna Mason

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znowu ja zapomniałam Ci powiedzieć dziękuję. Bo to głównie dzięki Tobie dalej jakoś piszę mojego bloga (chociaż już mi się nie chce a mam dopiero trzeci rozdział) i dziękuję ci też za to że nie przestajesz pisać swojego. Ostatnio jak chce poczytać coś o igrzyskach wchodzę na jakiś dowolny blog ale pierwsze co robię to patrzę na datę nie ma sensu czytać jak ostatni rozdział został opublikowany trzy mies temu bo jeśli je czytam to potem chce więcej a tego już nie dostanę. Dlatego jeszcze raz dziękuję Ci za to ze chce Ci się go pisac i życzę wesołych świąt!!!

      Usuń
    2. Dziękuję ^_^ Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę :D zawzięłam się, że go kiedyś skończę i nie mam zamiaru na razie go porzucać c:
      Na Twojego bloga wpadnę pewnie dzisiaj (jak znajdę chwilę) a jak nie to oczekuj mnie i tak w najbliższym czasie :)

      Usuń
  8. Ach, ja tylko powiem, że rozdział "cud-miód i maliny". Aż się ciężko oderwać. Niestety nie mam Internetu i zaledwie 10% baterii w komórce. Ale przysięgam, że po świętach napiszę dłuuuugi komentarz. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba i dziękuję za komentarz c:
      Ok ^_^

      Usuń
  9. Taaaak, to ja :D
    Wiesz, czego się spodziewać :3 Jak chesz, to jak już zabijesz Lily, to ja powstrzymam Mystery przed zabiciem ciebie, co powiesz? :3
    Będę się kłócić. Jak dla mnie, końcówka gorsza od reszty. Coś ty ze mną zrobiła, że bardziej od krwi i wrzasku podobają mi się smutne zakochańce.
    Ale te ich rozmowy są takie prawdziwe! ;-;
    Lily jest taka... cholernie naturalna. PRAWDZIWA i tyle. To wszystko co się dzieje z nią, wokół niej... afagshjdkd. Daj przytulasa, za żywe postcie :c
    Reuel. Ha! Reuel. On jest dobry tmdo szpiku kości. Mówię ci, on zamiast czerwonyh krwinek ma płynne dobro. Snow?! Ha!
    Nawet nie wyobrażasz sobie, z jaką niecierpliwością czekam na poród.
    Rozdział napisany w taki lekki sposób, że go wchłonęła. Dosłownie. Porami w skórze. I zaraziłam się Reuelową dobrocią.
    ŚWIĘTA! Ja też dodam coś w święta. I przy odrobinie szczęścia będzie to rodział przedigrzyskowy :3 Ale jak ty dodasz to dowiem się gdzie mieszkasz, zostawię niedokończony krokiet z kota na stole i pobiegnę Cie wyściskać.
    Więc wiesz, Wesołych Świąt!!!
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak! To Kraken! :D
      Zgoda ^_^ chciałabym w końcu jednak jeszcze trochę pożyć
      Mój drogi Krakenie, co się z Tobą dzieje? o.O nie poznaję Cię!
      Prawdziwe? Właśnie one wydają mi się jakieś sztuczne... Krakenie, wróć na ziemię, co się z Tobą dzieje? Zakochałaś się? xD
      Tak, tak ^_^ a jego dobro obróci się przeciwko niemu :D
      Czemu? Liczysz, że wymyślę coś fajnego? ciekawego? (chyba nie tym razem :p (nie mam jeszcze żadnego pomysłu odnośnie akurat porodu ;/ ))
      Właśnie coś widzę, że jakaś inna jesteś... xD
      :D :D :D już nie mogę się doczekać ^_^ TAAK! odwiedź mnie! :D
      Dziękuję Ci bardzo, bardzo, bardzo c:

      Usuń
    2. Wijsz, to wina Twoja i Reuela. Od zawsze widziałam, że on jakiś cichociemny, ale ty?! :c
      Się tak nie ciesz na odwiedziny, bo cie serio zacznę namierzać :D
      Proszę Cię bardzo, bardzo, bardzo C:

      Usuń
    3. no wiesz co... :c
      Cieszę się, cieszę! :D przyjeżdżaj! :D
      ^_^

      Usuń
  10. bardzo, bardzo spodobał mi się Twój blog, przeczytałam calutki. początkowe rozdziały nie były najlepsze, aczkolwiek widać, że się wprawiłaś i piszesz bardzo dobrze. dziękuję, że piszesz to opowiadanie.
    pozdrawiam cieplutko, wesołych Świąt i zapraszam do mnie:
    http://76-igrzyska.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  11. Och, wybacz, dawno mnie nie było. Nadrabiam ^^
    Całkiem dobry rozdział, zwłaszcza ta końcówka *-* No i moment czytania książki :3 Przepraszam, nie mam siły wyprodukować lepszego komentarza... No nic, życzę zdrowia, bo mnie już jakieś choróbsko dopada i nie chciałabym, żeby dopadło też Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział świetny ! Wpadłam na genialny pomysł . Lily będzie żyć , umrze przy porodzie , Reuel będzie takim dobrym snowem , ale załamie się po śmierci Lily , ona zanim umrze oczywiście urodzi syna i to będzie ten zły Snow którego znamy. taaadaaam . XD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM