poniedziałek, 10 lutego 2014

Parę lat później - część 1 i Pierwsze urodziny "Pierwszych Igrzysk Głodowych"

  Wyciszony oddech, spokojne bicie serca. Spokój. Spokój i cisza. 
 - Maaaaaaaaamooooooooooooooooooo! - przeciągły, wysoki wrzask, któremu towarzyszy akompaniament bosych nóżek uderzających o podłogę. 
  Cisza. Cisza i spokój.
 - Mamoo... - niecierpliwe szarpanie za kołdrę. 
  Wzdycham głęboko i kładę delikatnie dłoń na małej rączce zaciśniętej na materiale poszewki. Uchylam powieki i unoszę kąciki ust na widok wpatrzonych we mnie szeroko otwartych liliowych oczu. Spokój. Spokój i cisza. 
 - Mamo, Ma zabrał moją lalkę! - skarży się cicho, dolna warga drga jej niebezpiecznie, łezki napływają do oczek. 
  Odrzucam kołdrę wstając i uśmiecham się pocieszająco do malutkiej wersji mnie samej. Idril patrzy się na mnie z nadzieją wypisaną na jej bladej drobnej twarzyczce. Mimo wielu starań nie potrafię znaleźć w niej choćby cząstki, która wskazywałaby na pokrewieństwo z Reuelem. Może jedynie blada cera wyróżniająca się wśród lekko opalonej skóry mieszkańców Czwórki. Oczy, usteczka, nosek, rysy twarzy, jasne włoski - wszystko odziedziczyła po mnie. Przyglądam się z czułością mojej małej kruszynce, mojej malutkiej Idril i czuję ukłucie w sercu na wspomnienie tego, co straciłam w przeszłości i tego, co, jeśli niczego nie zrobię, stracę w przyszłości. 
 - Mamo! - niecierpliwi się. 
  Wzdycham cicho i chwytam ją za malutką dłoń. 
 - Jak on śmiał? - udaję oburzoną podpierając ręką biodro. - Chyba musimy z nim porozmawiać, prawda?
  Idi ciągnie mnie w stronę drzwi. Przecieram dłonią twarz rozbudzając się i idę prowadzona przez nią. 
 - Mamo, odda mi ją? Odda mi Dan? - jęczy błagalnie. 
 - Jak go ładnie poprosimy - uśmiecham się do niej. 
  Zatrzymujemy się w małej kuchni połączonej z przedsionkiem. Szczupły, dziesięcioletni chłopiec o potarganych ciemnych włosach siedzi przy starym, drewnianym stole jedząc spokojnie kromkę chleba. On za to nie pozwala mi zapomnieć o ukochanej twarzy, której w życiu nie chciałabym pozwolić odpłynąć w niepamięć. Matt odwiedza nas tak często, że czasem sama zapominam, że jeszcze z nami nie mieszka na stałe. Proponowałam mu to wiele razy, tak jak i pani Rose, ale poczciwa staruszka uparła się, że nigdzie się nie przeprowadzi ze swojej chatki, a wnuczek nie zgodził się jej opuścić. 
 - Ma! - piszczy Id i podbiega do niego. - Oddaj Dan! 
 - Nie mam jej, głuptasie - tarmosi sześciolatkę po włosach i wraca spokojnie do jedzenia. 
 - Mama! - dziewczynka odwraca się w moją stronę bliska płaczu.
 - Matt - zwracam się do chłopca.
  Wywraca oczami, po czym wbija nagle wzrok w drewniany blat, z jego ust schodzi uśmiech. Spogląda na Idi i wykrzywia złowieszczo wargi.
 - Ona zginęła - mówi cicho. - Zginęła na igrzyskach. 
 - Matt! - krzyczę na niego. 
  Idril wybucha płaczem, chłopak wstaje gwałtownie i wychodzi. Podbiegam do córeczki i obejmuję ją mocno.
 - Znajdziemy ją, zobaczysz - próbuję jakkolwiek pocieszyć dziewczynkę. - Na pewno nie zaginęła na zawsze. Znajdziemy ją - powtarzam cicho. 
  Nie jest jeszcze do końca świadoma wszystkiego, co związane z igrzyskami. Przez długi czas starałam się odcinać i ją, i Matta od okrutności tego świata. Chłopiec niestety doskonale znał widowiska, gdzieś w jego pamięci trwało nawet wspomnienie tych pierwszych igrzysk. Igrzysk, w których stracił brata. Idril na szczęście wiedziała na razie tylko tyle, że są złe. Na czas, gdy jako mentorka musiałam jeździć do Kapitolu, opiekowała się nią pani Rosą starannie dbając o to, by dziewczynka nie oglądała okrucieństw show. Osiem lat. Osiem lat i nic się nie zmieniło. Do dziś. Dziś zmieni się wszystko. 

***
  Pociąg gna przez dystrykty, pola, lasy. Nie jestem w stanie powiedzieć, który raz przemierzam tą drogę, który raz podróżuję do miejsca, w którym najmniej pragnę się znaleźć. Wezwał mnie. Tak po prostu mnie wezwał, zaprosił do Kapitolu, kazał przyjechać. Po tylu nieodpisanych listach, latach, gdy tylko szeptał, że nie może, nie może nawet ze mną rozmawiać... po latach jedynie ukradkowych spojrzeń wyrażających zmartwienie, determinację, miłość... po latach pilnowania przez zwierzchników, przez Kapitol... Chciałam zginąć, by tylko nie dopuścić do igrzysk, byłam gotowa zrobić wszystko, a gdy ceną powstrzymania rzezi okazało się być po prostu daleko od niego, nagle właśnie to stało się najcięższym brzemieniem jaki byłam sobie w stanie wyobrazić.
  Jeden telefon. Jeden telefon, że oczekuje mnie w Kapitolu, że muszę przyjechać do stolicy, że w końcu będę mogła się z nim zobaczyć, porozmawiać, znowu schować się bezpieczna w jego objęciach... A ja w końcu zrozumiałam co muszę zrobić, by znów móc z nim być, by uwolnić dystrykty od rzezi, by być wolną. 

***
  Wolno wchodzę do windy i wciskam parę przycisków, których odpowiednia kombinacja zawiezie mnie na miejsce. Zanim w końcu będę mogła się spotkać z Reuelem, muszę odwiedzić jeszcze kogoś. Serce wybija coraz szybszy rytm, czuję, że nie mogę w pełni złapać powietrza w płuca. Mój oddech jest płytki i niespokojny. Uśmiecham się gorzko uświadamiając sobie, jak ogromne emocje mnie ogarniają, gdy mam zrobić to, co robiłam już tyle razy przedtem. Prostuję się i biorę najgłębszy oddech na jaki mnie stać. Winda staje bezszelestnie otwierając przejście na balkon. Stoi tam. Tak jak parę lat temu. Oparty o barierkę, z papierosem w dłoni wpatrując się w Kapitol. "To ja jestem Kapitolem", powiedział wtedy. Więc to on zapłaci za zbrodnie Kapitolu. 
 - Chciałaś się ze mną widzieć? - jego głos jest cichy, niemal go nie poznaję. Odwraca się w moją stronę i uśmiecha lekko. - Dawno nie rozmawialiśmy.
 - Siedem lat - odpowiadam. Nie zawsze jeździłam do Kapitolu jako mentorka, a nawet wtedy, widziałam go jedynie z daleka nie zamieniając ani słowa z byłym mentorem. Tyle lat, ale kpiący uśmiech nigdy nie zniknie z jego ust. 
 - Siedem lat - powtarza po mnie. - Jak się trzymają twoje przesłodkie dzieciaki? Ach! Zapomniałem... - uśmiech na jego wargach przeczy słowom, które przez nie przechodzą. - No tak... wszak chłopiec nie przeżył porodu. Wielka strata - krzywi się, ale oczy wciąż błyszczą drwiąc. 
  Sześć lat z kawałkiem, a wspomnienie rozdrapuje starą ranę przynosząc ból tak świeży, jakby dopiero co zadany. Przez chwilę nie jestem w stanie nic powiedzieć próbując otrząsnąć się z cierpienia straty. 
 - Jedno już opłakałaś - mówi mrużąc oczy i zaciągając się. - A drugie? Parę lat i będzie brała udział w losowaniu. Parę lat i siedem lat strachu, by niczyja dłoń nie wyciągnęła tej jednej karteczki... karteczki podpisanej "Idril Andreson"... Ale nie przyszłaś tu chyba rozmawiać o swoich pociechach, czy żywych, czy martwych, prawda? Zapalisz? - wyciąga w moją stronę papierosa. 
  Podchodzę do niego wolnym, ale pewnym krokiem. 
 - Nie. Nie przyszłam tu nawet z tobą rozmawiać. 
 - Więc po co? - marszczy brwi i zaciąga się szlugiem. Wyrywam mu go z dłoni i zrzucam w dół. Na Kapitol. Niech spłonie. 
 - Przyszłam cię zabić - mówię cicho głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji. 
 - Już ci chyba kiedyś udowodniłem, że nie jesteś w stanie tego zrobić - szyderczy uśmiech nie schodzi z jego ust.
 - Jak to mówią... do trzech razy sztuka - wzruszam ramionami. Chcę to zrobić już, teraz... ale nie jestem w stanie się ruszyć, wykonać choć najmniejszego kroku. 
 - Chyba poznałaś zasady tej gry. Wydawało się, że je zrozumiałaś. 
 - Ale nie zaakceptowałam. 
 - Oboje wiemy, że nie jesteś w stanie tego zrobić - prycha kpiąco.
 - Och, Wert... - wzdycham. Błyskawicznie wyciągam nóż i wbijam gwałtownie jednym, płynnym ruchem w jego pierś. Krew tryska z rany, widzę niedowierzanie na jego twarzy. Pcham ostrze głębiej. - A mówiłeś, że mnie znasz... - wyrywam nóż z ciała i odpycham je od siebie. Mężczyzna kurczy się plując krwią. Z jego gardła wydobywa się chrapliwy śmiech.
 - Oni go zabiją - charczy, po czym pada na ziemie. Martwy. Huk armaty.
  Patrzę się na ciało Werta tonące w kałuży krwi spływającej z rany w sercu. Sercu czarnym jak oczy Śmierci. Zamykam oczy czując na twarzy powiew wiatru. Oddycham głęboko, spokojnie. Wolni. Jesteśmy wolni.

*****
Nawet sobie nie wyobrażacie jak strasznie trudno było mi napisać ten rozdział... Jest Lily-mama i Lily-morderca. I jest śmierć Werta, którą dedykuję w szczególności Astorii, gdyż musiała na nią tak długo czekać c: oraz wszystkim, którzy czekali na jego śmierć ^_^ Przepraszam tych, którzy go lubili, ale nie jest mi potrzebny żywy. 
Co do dzieci. Znowu chciałam to zmienić, by nie było bliźniaków, ale wymyśliłam jak zrobić by były i jednocześnie ich nie było :D Nieważne :>
Rozdział miał być dłuższy, ale nie wyrobiłabym się, a bardzo chciałam dodać ten rozdział właśnie dziś. Bo dziś mija rok od wstawienia pierwszego rozdziału na bloga ^_^ Pierwsza rocznica bloga, a ja nie mogę wciąż uwierzyć, że udało mi się tyle wytrwać. Ale nie wytrwałabym bez Was :) Więc kolejny raz bardzo wam dziękuję za wszystko c: (i przepraszam za wszelkie błędy, rzadką obecność i dość słaby rozdział :) )

Niech los zawsze Wam sprzyja! :)

42 komentarze:

  1. Ach, wreszcie jest! <3 Wspaniale jak zawsze! Podoba mi się "nowa wersja" Lily. :3 Zaskoczyłaś mnie tym, że dziewczyna zabiła Werta, myślałam, że będzie trochę inaczej. Ale mniejsza o to...Czekam na "powrót" Reuela!
    Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam do mnie: roseeverdeenhungergames.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^_^ Cieszy mnie, że Ci się tak podoba :D
      Miało być inaczej, ale cóż... jest jak jest :>
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Stanowczo zbyt mocno przeciągasz to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. Może powinnam zamordować Lily już na pierwszych igrzyskach. Nikogo nie zmuszam do czytania. Jeśli zaczęło Cię to nużyć to po prostu przestań czytać :)

      Usuń
  3. Świetny rozdział! Zrobiłaś mi super niespodziankę, bo tak sobie weszłam na Twojego bloga, a tu patrzę - nowa notka! :-D Idril jest urocza - to komplement, bo z natury nie lubię dzieci, ale mała jest słodziutka <3
    A Wert jest martwy. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, wiem, że jego antyfanki będą skakać z radości.
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy założenia bloga!:-D Tylko tak dalej!
    Pozdrawiam
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^_^ ja też nie za bardzo, ale jeszcze nie zaczęła mnie irytować xp
      Taak... miał ich trochę xD
      Bardzo dziękuję c:

      Usuń
  4. Hi hi hi!!! Wert umarł! Czekałam na to!!!!:D Idril jest słodka, szkoda, że bliźniaka straciła:(. Rozdział super, zaskoczyłaś mnie. A, no i wesołych urodzinek bloga!!!! Świetnie Ci idzie, ja piszę rok, a nawet w połowie nie jestem:-P
    Powodzenia
    Fanka<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba połowa osób czytająca tego bloga także oczekiwała jego śmierci z niecierpliwością :>
      Bardzo dziękuję :D
      Podeślij mi jak będziesz chciała link do swojego bloga, jakbym znalazła wolny czas to z chęcią bym zajrzała c:

      Usuń
  5. Powiedziałabym, że Cię nienawidzę za zabicie Werta, ale z drugiej strony nienawidzę Cię za zabicie bliźniaka Idi. -.- Eh, nie wiem, co wybrać.
    Od początku.
    Kim jest Ma? Adoptowanym (lub prawie) dzieckiem? Coś przegapiłam?
    Za krótko rozmawiali z Wertem. I, no cóż, lubiłam go :((. Jeszcze bardziej, kiedy się okazało, że to on "jest Kapitolem". Życie... :C
    I...
    Pierwsza rocznica bloga. :D Gratulacje ;) Ciekawe, ile jeszcze będziesz go ciągnąć...? ;)
    Pozdrawiam i duuuużo weny!
    N10
    (zapraszam na nową notkę na 67 :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc i tak i tak mnie nienawidzisz xD
      Ma tak sobie skróciła Id Matta, który był bratem Reuela. Pojawił się parę razy, a w tym rozdziale napisałam, że stracił brata na pierwszych igrzyskach i pani Rose, której ostatnio też trochę było :p
      Możliwe, że tak. Nie umiałam napisać tej sceny, by wyszła mi tak, jakbym chciała :p
      Dziękuję :)

      Usuń
    2. Nie żeby coś, ale gdybym nienawidziła każdego, komu powiedziałam, że go nienawidzę, nienawidziłabym chyba połowy świata XD
      Aaa... Nic nie pamiętam. :(( panią Rose kojarzę, ale chyba jakoś nie skojarzyłam sobie po prostu ich wszystkich :D

      Usuń
  6. Woooow... Jak sobie wyobraziłam Idi to... awww rozpłynęłam się, niech ona przeżyje, ona musi żyć! Ale Wert nie, wreszcie zginął i dobrze, nigdy go nie lubiłam XD
    To już rok? *idzie z tortem* gratulacje!!!
    Dużo weny ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^_^ Na razie nie zginie :D
      Hahahahaha xD Tak myślałam, że nie będziesz rozpaczać po jego śmierci c:
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  7. OJEJEJEJEJEJEJ
    URODZINY!
    Czemu nie powiedziałaś! Nie zdążyłam upiec tortu! ;-; Nie umiem piec tortów, ale Mystery by mi pomogła. I nauczyłabym się śpiewać "Sto lat" Tak jakoś lepiej. Bez fałszowania.
    Jestem strasznie zadowolona z tego rozdziału. Jest świetny, przecudowny i idealny na urodziny. Już rok!!! "Jak to szybko zleciało" chciałoby się powiedzieć, ale jak się zastanowić, to wcale nie prawda. Najlepszego. Napisałam z tej okazji wierszyk.
    Na górze róże
    Kwiatki na dole
    Igrzyska będą
    O ja pierdolę! D:
    Wert, biedaku! A mógł być bardziej przewidujący. Mamusia nie ostrzegała przed żądnymi krwi dystryktami? "nie jest mi potrzebny żywy. " :0 Boję się. Co jak na przykład Kraken nie będzie potrzebna żywa? ;-; Brrrr :c
    Strasznie podobało mi się to z Idril i Mattem (Ma! <3). Lily-mama i Lily-morderca to bardzo pokrewne dusze. Wert był świetny ale no... igrał z ogniem. Wkurzanie Lily-Mordercy opłaca się bardziej niż Matki. Zrobi dla dziecka wszystko.
    Piękny fragment o związku Reuela i Lil. Listy, słowa... Urzekło to me bezsercne serducho. Telefon i pędzi. O co chodzi? Bo mam same złe przeczucie (złe w stanie hardcorowym).
    Wert umarł więc...
    Snow.
    Cholercia.
    Mam wrażenie, że z Reuela nie wiele już zostało.
    Dobra... chyba nie jest za krótko, no nie? Bo się starałam z tym komentarzem. No wiesz: nieco Krakena, o rozdziale, zachwytu, chaosu (UPS!) i jakoś wyszło :3
    No to cię pozdrawiam cieplutko (okropnie).
    I jeszcze raz wesołych świąt!
    Tfu, URODZIN!
    Kraken
    PS. Dalszych sukcesów, i te pe :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyleciało mi z głowy xD Mało co sama nie zapomniałam...
      Każde Twoje "sto lat" na pewno będzie świetne :D
      Naprawdę? o.O a myślałam, że akurat od Ciebie najbardziej mi się dostanie...
      Dziękuję :D wierszyk jest przecudowny ^_^
      :< oj nie, Ciebie się to nie dotyczy c: nie musisz się bać ^_^ (JESZCZE)
      Jak to możliwe, że podoba Ci się akurat to, co ja uważam za nierewelacyjne? xD
      Tak, to akurat prawda :> ale nie wyjdzie to na dobre nikomu ^_^
      Ciebie coś urzekło? o.O sądziłam, że to niemożliwe...
      :>
      Bardzo Ci dziękuję ^_^
      I przepraszam! Wczoraj spostrzegłam, że nie skomentowałam Twojego poprzedniego rozdziału (choć byłam pewna, że to robiłam i czytałam go na 100%)

      Usuń
    2. A z chęcią Ci Krakenie pomogę w pieczeniu tortu xD

      Usuń
  8. Jejku jak ja mogłam przegapić taki rozdział i dlaczego piszę tak późno?! Zacznę od początku. Cieszę się, że jest tylko jedno dziecko, że jest dziewczynką i wygląda jak Lily. Fajnie, że mały Reuel nie żyje, za dużo byłoby tych bachorków. Cieszę się z Matta, bo pewnie będzie buntownikiem :) A ja lubię jak się buntują, biją i zabijają ^^ No i najbardziej cieszę się, że Wert umarł. [taniec radości] Choć nie powiem, że było mi też trochę smutno - bo kogo ja teraz będę chciała uśmiercić? Moje życie straciło sens. ;_; I fajnie, że wróciła Lily morderca - dawno nie było rzezi... Z radością powitałam nóż w jej ręku - to mój osobisty bohater tego rozdziału ;D Fajnie, że zaczyna się nowa część i wcale nie musiałam na nią długo czekać. To dopiero rok? Nie byłam z Lily od początku, ale i tak się czuję jakbym czytała o niej od kilku dobrych lat. A to bardzo dobrze... Dziękuję za dedykację. Miło było przeczytać. Życzę weny i wytrwałości w następnych rozdziałach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Późno? Jedynie dzień później ^_^
      No, nie poradziłabym sobie z ogarnięciem dwójki za dobrze chyba :p
      Los Matta jest już przesądzony :>
      Tak myślałam, że sprawi Ci to sporą radość c: Musisz sobie znaleźć nową znienawidzoną postać ;)
      Taak, zdecydowanie za długo obyło się bez zabijania
      ^_^ Dziękuję

      Usuń
  9. Uśmiech sam wchodzi na usta, kiedy się takie cudo czyta! I uśmiech sam wchodzi na usta, kiedy się czyta o śmierci Werta! Naprawdę, doskonale dobrana akcja jak na takie święto. Teoretycznie, to my, czytelnicy powinniśmy sprawić Twojemu blogowi jakiś prezent, a okazuje się, że to Ty nam go podarowałaś zabijając Werta. ;D Co do urodzin - hepi berfdej! Nie wiem dlaczego, ale wszystkie urodziny kojarzą mi się z Michałem Szpakiem i jego życzeniami urodzinowymi dla siostry... :d A wolałabym o tym filmiku nie pamiętać. (trochę odbiegam od tematu :/)
    To życzę jeszcze następnych wielu lat bloga, mnóstwo obserwatorów, czytelników, komentarzy i nie mam pomysłu czego jeszcze. :)
    Nie lubię Lily-mordercy, ale nie wyobrażam sobie tego rozdziału bez tej wersji Lily, bo była naprawdę fantastyczna. Ta stara, dobra Lily, o której dawno nic nie było.
    I jej córeczka! Taka milusia, słodziutka i fajniutka... ^^ Nie cierpię dzieci, ale taką Idril to bym z pewnością tolerowała.
    Jestem strasznie ciekawa spotkania z naszym kochanym Reuelkiem i mam nadzieję, że coś ciekawego z tego wyniknie. c:
    Z jeden strony nie chcę byś kończyła tego bloga, a z drugiej chciałabym przeczytać zakończenie, żeby wreszcie się dowiedzieć jak potoczy się sprawa z przemienieniem się Reuela w Snowa. :o
    Przepraszam za wszystkie błędy - mój telefon nie lubi dodawać komentarzy bez choćby jednego błędu :c
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi, gdy widzę komentarz od Ciebie :D Wyjątkowe zabójstwo w wyjątkowy dzień ^_^ chciałam, żeby wyglądało to trochę inaczej, ale nie miałam już nawet siły modyfikować to kolejny raz :p
      Dziękuję ^_^ Och, ja też chciałabym o tym jak najszybciej zapomnieć...
      Bardzo Ci dziękuję :D
      Nadszedł już właściwy czas na jakieś morderstwo c:
      ^_^
      Już niedługo zobaczysz :D
      Zakończenie już jest praktycznie napisane (zmienię je pewnie jeszcze z milion razy), ale nie poznasz go za szybko ;)

      Usuń
  10. Hahahah! Tańczę z radości! :D Hahaahah! Wert,giń, świnio! Kocham cię, bo wreszcie go zabiłaś. :3 Ellie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^_^ Cieszę się, że byłam w stanie Cię uszczęśliwić :D

      Usuń
  11. Trochę się spóźniłam xD Ale ważne, że przeczytałam ^^
    No więc: Lily ma córeczkę <3 Ale jej syn... :( Dlaczego??
    Najlepsza część tego rozdziału to... śmierć Werta oczywiście! Dobrze mu tak! Brawo Lily! Oby tak dalej xD
    Kiedy NN ? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^_^ Cieszę się, że Ci się podobało
      Nie wiem jeszcze... niedługo :>

      Usuń
  12. Dopiero co znalazlam ten blog i jestem zachwycona! *0* Mam nadzieje, ze pozwolisz mi zostac na stale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Cieszę się, że Ci się spodobało c:

      Usuń
  13. O matko. Nie zauważyłam rozdziału. ZABIJ MNIE ZABIJ MNIE ZABIJ MNIE!
    Lily mama <3
    Przecudowny początek. Pokazałaś w połowie rozdziału całe SIEDEM lat, zakochałam się już w córeczce. Trochę nie ogarnęłam kim jest Matt, lecz myślę , że to przez to, bo nie pamiętam poprzednich rozdziałów. :)
    TAK! WERT. WERT! Świętujmy!
    Nie żyje ''Kapitol''! Teraz wyczekuje jakiejś ''kary'' dla Lily i Reuela ;-; Myślę, że Lily zginie na oczach Reuela, kiedy on nie będzie mógł nic zrobić ;-;
    Pozdrawiam
    Slendy
    PS: Mówiłam, że nie ogarniam czasu? Dwa tygodnie, dwa tygodnie. Otóż zabrałam się za rozdział, będą tam treningi. Po prostu super wychodzi! Tylko teraz mam mniej czasu, gdyż nadrabiam lekcje z angielskiego, bo byłam chora ( i nadal jestem!). Jeszcze szkoła mi kurczaczki dowala! Teraz cały czas mam jakieś sprawdziany, poprawy. Muszę starać się o najlepszą średnią, gdyż chcę się dostać do fajnej klasy, a tak to muszę mieć dobre oceny ;-;
    Po nocach siedzę i piszę rozdział, więc za jakiś tydzień srydzień może będzie. A rysunek... hmm. prawie kończę (matko, ja ci to przedłużam i przedłużam. Zaczęłam go w styczniu, ale pierwszy się nie udał, a teraz kolejny ;-;)
    Ja nie wiem jak ty możesz znaleźć czas i pisać, jak ty w tym roku masz maturę.
    PSS: Ale ja chcę przeżyć na Igrzyskach ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem zapominam nawet, czy wstawiłam już rozdział, czy nie xD Bardziej nieogarnięta ode mnie nie możesz być :p nie zabiję. Zginiesz na igrzyskach ^_^
      Strasznie się bałam, że nie będę umiała tego dobrze zrobić...
      Matt to brat Reuela, może rzeczywiście powinnam, to wyraźniej pokazać :p
      Nikt nie lubi Werta :c
      Będzie troszkę inaczej :D
      No mam nadzieję, że niedługo będzie! Czekam z niecierpliwością :>
      Och, ja po prostu zapominam, że mam maturę xD a tak poważnie, to jestem strasznie nieogarnięta :p
      Nie uda Ci się. Nie ma szans!

      Usuń
  14. Droga Lily Nimrodiell.
    Nie komentowałam od dłuższego czasu. Mogłabym się wyłgać, pisząc, że nie miałam czasu lub wyjechałam. Prawda jest taka, że stwierdziłam, że masz tylu czytelników, że spokojnie sobie poradzisz. Masz przecież oddane grono czytelników.
    Co do rozdziałów, które nie komentowałam. Wiesz, że kocham twój styl pisania, i chodziaż cały czas mam ochotę wsadzić cię do bunkra i nie wypuszczać, dopóki nie napiszesz 7 tomów, każdy po 1892 strony, ale wiem, że świeże powietrze i brak mnie dobrze robi na wene. W niektórych miejscach mnie bardzo zaskoczyłaś, i muszę przyznać ze smutkiem, że czasami miałam nieodparte wrażenie, że lepiej by było, gdyby ten blog się skończył po Igrzyskach. Jednak potem zaczełam się w myślach przeżywać od głupich i pustych idiotkach. Bo dla mnie ty pokazałaś tu poniekąd, że Igrzyska to najłatwiejsza część w tej grze. Że gdy 23 armata nie wystrzeli, to ona (gra) się dopiero zaczyna. Nie kończy się mordowanie i walka o życie. Bo na arenie, przynajmniej wiesz,przed czym się bronisz. A potem każdy ci może wepchnąć nóż w plecy.
    Zrobiło mi się strasznie szkoda małego chłopczyka, który umarł przy porodzie. Ale bardziej mi się zrobiło żal Lily, bo ona to przeżyła najbardziej. A teraz....:
    ZABIJE CIĘ ZA ZABICIE WERTA!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TO BYŁ JEDEN Z MOICH ULUBIEŃCÓW!!!!!!!! O czym to ja? A tak, nakrzyczłam na ciebie przez WERTA.
    Cóż...... Ja już kończę, jednak teraz nie będzie tego jak sztywnego ,,Pozdrawiam" tylko co innego. A więc:
    Ściskam mocno i masę weny, żeby przychodziła ;)
    Twoja czytelniczka,
    Ala

    P.S przez ciebie miałam wyrzuty sumienia. Jeszcze jak zobaczyłam te podziękowania dla mojej okropnej osoby.....
    P.SS wiesz, że to był mój pierwszy blog, który skomentowałam, który regularnie odwiedzam i jagby ,, wprowadził" mnie do świata blogspota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już myślałam, że mnie opuściłaś :c niby tak, a jednak i tak najbardziej mi zależy na tych, co tak wiele już ze mną tutaj wytrwali...
      Och, zatęskniłam już za groźbami bunkra ^_^
      Wiesz, że czasami też mam takie wrażenie? I wyrzuty sumienia, że wciąż to ciągnę, a może naprawdę nie powinnam
      Jakoś tak wzruszyłam się jak czytałam Twój komentarz i to, że gra się dopiero zaczyna, jakoś tak zrobiło to na mnie wrażenie...
      A mi jest właśnie szkoda Werta! Wybacz... :c
      Bardzo Ci dziękuję ♥
      Podziękowania Ci się jak najbardziej należą!
      W takim razie bardzo się cieszę :D w moim przypadku był to blog o clato i ze smutkiem muszę stwierdzić, że gdy chciałam sobie przypomnieć jego fragmenty i zaczęłam czytać niektóre rozdziały, to strasznie się zawiodłam, bo wcale nie był tak rewelacyjny, jakim go zapamiętałam :(

      Usuń
    2. Na początek:
      Uwielbiam odpowiadać na komentarze, odpowiadające na komentarz. To chyba dziwne...hmmmmm..... Mi by musieli wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeele zapłacić, żebym przestała czytać tego bloga.
      OMG. W życiu nie sprawiłabym, że się ktoś wzruszył O.o tym bardziej, ze słów rzuconych ot, tak.
      Tobie wybaczę wszystko, oprócz przesłania pisania i prowadzeniu bloga. :D i że zapomniałam ci coś powiedzieć/napisać:
      Dziękuje za możliwość czytania
      Kolejne niedźwiedzie uściski śle i tradycyjnie weny,
      Ala ( jeszcze raz nazwiesz mnie Alicją Ziobro, to cię na serio w bunkrze zamknę)

      Usuń
    3. ^_^ W takim razie cieszę się, że nie masz zamiaru mnie opuścić :D
      Naprawdę? :>
      Ja dziękuję jeszcze raz za wszelkie komentarze i Twoją obecność c:
      Dobrze, Alu ^_^

      Usuń
  15. Aż musiałam sprawdzić, kiedy wstawiłaś rozdział, żeby się skarcić w myślach za nienapisanie wcześniej komentarza. Ale lepiej późno niż wcale, prawda?
    ZABIŁAŚ WERTA! *tańczy taniec zwycięstwa* Jejku, tak bardzo cię wielbię! Warto było czekać na ten moment kilka miesięcy, serio. Chociaż miałam wrażenie, że za chwilę Wert znowu wstanie i będzie wciąż gnębił Lily, ale się mile zawiodłam. Na szczęście, bo sama bym go dobiła xD.
    I tak bardzo brak Reuela;_;. Ale przynajmniej była jego córka^^.
    Życzę ci mnóstwa weny, czasu i jeszcze raz weny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem, gdy komentujesz mój rozdział mam takie straszne wyrzuty sumienia, że wciąż nie nadrobiłam jeszcze u Ciebie zaległości... ale niedługo spodziewaj się moich komentarzy! W tym tygodniu w końcu mam trochę wolnego czasu! :D
      Tak, tak, w końcu go zabiłam i aż nie mogę uwierzyć, jak wszyscy się z tego cieszycie... właściwie też miałam takie wrażenie i jakoś nie do końca byłam pewna tego, czy na pewno chcę go zabić, ale cóż... stało się już :>
      Reuel niedługo będzie c:
      Dziękuję :D

      Usuń
  16. Jesteś genialna. Czekam na dalsze rozdziały. Ten jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaaaaa! Aaaaa! So much feelings!
    Boże... to jest świetne *-* Taaaak, nareszcie zginął ten przebrzydły głupek! XD Haha, idę to uczcić. ;3
    Ale tak na serio... jeju <3 Idril <3 To takie urocze...
    Pozdrawiam i życzę weny i zdrówka (dopiero teraz mam czas nadrobić blogi bo leżę chora w łóżku ;-;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dziękuję ^_^
      Jak czytam komentarze to czuję, że powinnam urządzić ucztę na cześć jego śmierci xD
      c:
      Dziękuję i życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia :>

      Usuń
  18. Super rozdział,ale i tak każdy twój rozdział jest bardzo ciekawy :) Śledzę ten blog od dłuższego czasu i codziennie patrzę czy nie wstawiłaś jakiegoś nowego rozdziału ;) Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ooo, nie wierzę, że to już pierwsze urodziny! ^^ Śledzę Twoje opowiadanie od dłuższego czasu, ale dopiero teraz pochwalę Cię w komentarzu, należy ci się :P Gratulacje, że zaszłaś tak daleko.
    Czy jako jedyna nie cieszę się ze śmierci Werta? ;_; Nie wiem dlaczego, ale jakoś go lubiłam mimo tego, że był taki zły i wredny :D
    Uwielbiam Lily! Z jednej strony kochająca mamusia, a z drugiej zabija z zimną krwią. A dzieciaczki są takie słodkie!
    Aha, i jeśli jeszcze raz napiszesz, że to słaby rozdział, to cię znajdę i ukatrupię. Nie masz prawa tak myśleć! :)
    Kończę już te słodkości, bo jeszcze się rozleniwisz :P Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się też nie chce aż w to wierzyć... :> Dziękuję
      Raczej miał mało zwolenników :c
      Cieszę się, że Ci się podoba ^_^ ciąg dalszy nastąpi niedługo, ale nie wiem, czy to nie będzie klęska...

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM