piątek, 22 listopada 2013

XXXVI

   Idziemy wolno, bezszelestnie. Śnieg sypie coraz mocniej przesłaniając widoczność i zamykając nas w białej mgle wirujących śnieżynek. Czuję się jak w pułapce. Mocniej zaciskam przemarznięte dłonie na ramieniu Reuela. Godzinę spędziliśmy na spacerowaniu po dystrykcie Czwartym starając się unikać jakichkolwiek jego mieszkańców. Czuję, że jak zaraz nie znajdziemy się w jakimś ciepłym pomieszczeniu, to zamarznę.
 - Lily? - słyszę cichy głos Reuela z mojej prawej strony.
 - Hm?
 - Zamieszkaj ze mną w Kapitolu - prosi.
  Jakiś dziwny żal ściska mnie za serce. Kolejny raz chce bym to zrobiła, zamieszkała wśród ludzi, których nienawidzę, w stolicy, którą, gdybym mogła, spaliłabym całą z tymi przesadzonymi marionetkami, które udają ludzi. 
 - Myślę, że twoja prośba jest tak samo bezcelowa, jak moja odnośnie twojego pozostania w Czwórce - unoszę lekko kącik ust w cierpkim uśmiechu. 
  Wywraca oczami. Nie widzę tego, ale po prostu wiem, że to robi. Zbyt dobrze go znam. 
 - Ja nie mam wyjścia - mówi niechętnie wciąż mając nadzieję, że jakoś mnie przekona.
 - A ja mam? - prycham cicho, po czym wzdycham ciężko. - Tak naprawdę każde z nas ma jakieś wyjście. Ono jest zawsze. Tylko oboje mamy coś do stracenia. Cokolwiek byśmy nie wybrali, coś zawsze zaprzepaszczamy. Dobro wspólne, czy szczęście osobiste. Bycie razem, czy ocalenie niewinnych osób. - Milknę. Po chwili odzywam się cicho - chciałbym nie musieć wybierać. Nigdy. Nienawidzę podejmować decyzji, nie umiem. Ale wiem, że oboje już wybraliśmy. I, mimo wszystko, wybraliśmy dobrze. 
  Zatrzymujemy się. Stoimy w milczeniu przed małym domkiem okrytym śniegiem i przycupniętym wśród białego puchu obok dużego oszronionego iglaka. Pukam do drzwi. Po chwili niemego oczekiwania uchylają się i James bez słowa wpuszcza nas do środka. Chatka nie jest duża, ale przestronna. I przytulna. Uśmiecham się lekko na wspomnienie wszystkich chwil, które tutaj spędziliśmy. Gdy jeszcze żyła Katrin, a Steve nie zdradził rebeliantów. I gdy nie byliśmy świadomi zagrożenia, które zbliża się nieuniknione.
   W izbie, w której stoimy nic się nie zmieniło. Przejście do drugiego pokoju jest wciąż odgrodzone poszarpaną u dołu kotarą. Ten sam stary kredens, dwa krzesła, potężna szafa, w której zawsze się chowaliśmy bawiąc, zniszczony kominek, na którym teraz tańczy ogień strzelając iskrami, oświetlając i ocieplając izbę. Ta sama stara kanapa, przy niej mały sczerniały stolik i niszczejący fotel, na którym teraz siedzi Steve przypatrując się nam. Marszczę brwi widząc chłopaka.
 - Siadajcie - James zatrzaskuje drzwi i wskazuje nam kanapę.
  Zajmujemy miejsca, chłopak przystawia sobie krzesło i opada na nie. Ciepło z kominka grzeje mnie przyjemnie, ale nie ściągam jeszcze płaszcza.
 - Więc słucham - James jako pierwszy przerywa niezręczną ciszę, która zapadła w pomieszczeniu.
 - Co Steve tu robi? - rzuca zdenerwowany Reuel zanim zdąży pomyśleć.
 - Skąd znasz moje imię? - syczy chłopak. - Mnie też szpiegujesz?
 - To teraz nieważne - mówi niedbale James. - I tak nie wyjdzie stąd żywy.
 - CO?! - zrywam się ze swojego miejsca wzburzona.
 - Myślałaś, że damy jakiemuś Kapitolińskiemu sługusowi ujść z życiem, gdy sam prosi się o śmierć przychodząc tu? - uśmiecha się kpiąco - chyba naprawdę oszalałaś po tym wszystkim. Jak moglibyśmy nie skorzystać z takiej okazji? Ze zrobienia tego pierwszego kroku...
 - Kroku do czego? - drżę ze wściekłości.
 - Do wznowienia rebelii - odpowiada spokojnie Steve sięgając za fotel. Rzuca coś sprawnie Jamesowi. Ten łapie w locie i obraca w stronę Reuela trójząb.
 - Kompletnie ci już odbiło?! - krzyczę.
 - Spokojnie, Lily - odzywa się opanowany Reuel nie ruszając się z miejsca.
 - Jak mam być spokojna, skoro ci idioci chcą cię zabić?! I jak ty możesz być w takiej sytuacji spokojny?!
 - Nie są sami - słyszę męski głos zza sobą i czuję ostrza trójzębu na swoich plecach. - Nie mieszaj się w to, a nic ci się nie stanie.
  Poznaję ten głos.
 - Ty też, Dylan? - prycham kpiąco. - Chyba jesteś mi coś winny, nie uważasz? Prowadziłam szkolenia, byś ty teraz bez skrupułów zamordował i mnie, i jego?! - śmieję się histerycznie.
 - Ją zostawcie w spokoju - warczy Reuel swoim głosem zapominając o masce. Zrywa się z miejsca.
 - Rzućcie broń! - krzyczę.
 - On tobą manipuluje, nie widzisz tego, Lily? - odzywa się spokojnie Steve. - Omamił cię.
 - Nikt mnie nie omamił, kretyni! A to nie jest wasz wróg!
 - A kto? - syczy James. - Kim może być dla nas Kapitoliński doradca prezydenta, podobno przyszły organizator igrzysk, a niedługo głowa Panem?
  Śmieję się głośno jak psychiczna.
 - Myślałem, że masz jeszcze trochę rozsądku, James - rzuca Reuel.
 - Widzę, że ty znasz nas wszystkich bardzo dobrze, ale my ciebie nie... mów kim jesteś! I wszystko co wiesz! - rozkazuje przykładając ostrza do piersi chłopaka.
 - Naprawdę chcesz mnie zabić? - pyta uspokajając się. - Gdy sam przyszedłem z tobą rozmawiać, ty przygotowałeś się, by mnie zamordować?
 - Kim jesteś? - pyta James przypatrując mu się przymrużonymi oczami i jakby wahając się.
 - Jestem - przełyka ślinę, przeciera dłońmi oczy zdejmując z nich te dziwne szkiełka. - Jestem Reuel - mówi cicho patrząc na Jamesa swoimi oczami, swoim spojrzeniem.
  W pomieszczeniu zapada cisza. Wzdrygam się czując zimno rozchodzące się po całym moim ciele.
 - Kłamiesz! To tylko kolejna z Kapitolińskich sztuczek! - krzyczy James.
 - Podobnie zareagowałam - mruczę pod nosem.
 - Nie, James, nie kłamię - Reuel wygląda na zmęczonego. - Powiedzieli wam, że zostałem pochowany w Kapitolu, bo nie można było przewieźć zwłok, a do tego nie było komu, bo moja matka nie żyje, a ojciec siedzi w więzieniu i nie wiadomo czy też już nie pożegnał się z życiem. Z poduszkowca od razu zabrali mnie do sali szpitalnej. Oprócz wyleczenia, przeprowadzili też inne operacje. Gdy się obudziłem, nie byłem w stanie poznać samego siebie. Nie wiedziałem już czy to ciągle ja w innym ciele, czy zupełnie inna osoba... Wszystko zaplanował Wert... - Milknie na chwilę, po czym dodaje - dostałem od razu wysokie stanowisko jako jego krewny... i możliwość powstrzymania igrzysk.
 - Wert jest zły - mówię nagle pierwsze, co przychodzi mi do głowy.
  Reuel śmieje się cicho.
 - Gdyby nie on, oboje byśmy już pewnie dawno nie żyli. A określanie ludzi na dobrych i złych ogranicza się do bajek.
 - To jest niemożliwe - odzywa się James odzyskując głos, słyszę w nim niepewność.
 - Zapytaj mnie o co chcesz - Reuel uśmiecha się lekko.
 - Gdy byliśmy pierwszy rok w szkole...
 - Zacząłem naukę rok po was.
 - Czemu od razu gdy się poznaliśmy, zostaliśmy przyjaciółmi? - pyta cicho.
 - Przyjaciółmi? Nienawidziłeś mnie! I chciałeś mi odciąć rękę! TOPOREM - śmieje się. - Skąd w ogóle go wziąłeś?
 - Znalazłem w lasku - James uśmiecha się lekko cofając trójząb. - Co sobie obiecaliśmy, gdy zaczęliśmy się przyjaźnić?
 - "A gdy jeden zachorował i umarł, to dwaj pozostali tak się tym zmartwili, że także pochorowali się wkrótce i umarli*" - mówi końcówkę jednej z bajek, które kiedyś wspólnie sobie opowiadaliśmy.
 - Chyba mu nie wierzysz? - pyta zaskoczony Steve.
 - Więc komu? - warczy Reuel. - Zabójcy Katrin?!
 - Wiesz, że...
 - Że to był wypadek?! - dokańcza za niego. - Wiedziałeś, że tam była! "Wznowić rebelię" - prycha. - Wyda was, zdradzi, jak dwa lata temu! Próbował nawiązać kontakty z Kapitolem, by wydać powstańców. Jeśli ktoś tu kimś manipuluje, to jedynie on wami.
 - Kłamiesz, Kapitoliński szczurze! - Steve zrywa się z miejsca.
  James natychmiast obraca się w jego stronę wyciągając trójząb przed siebie.
 - Jeśli to nie byłby on, skąd wiedziałby to wszystko? Skąd wiedziałby to, co jedynie ja i Reuel wiemy? Czy i Lily byłaby tak zaślepiona, i ja byśmy nie poznali przyjaciela? Wybacz mi - zwraca się do mnie ze smutkiem w oczach, po czym znów odzywa się do Steve'a - wyjdź. Musimy porozmawiać na spokojnie. Sami.
  Steve porusza się błyskawicznie. Słyszę głośny huk, krzyk. Mój własny krzyk. James patrzy zaskoczony na chłopaka z bronią w ręku. Ubranie blondyna zabarwia się na piersi szkarłatem, z dłoni wyślizguje się trójząb. Krew rozlewa się po materiale, krew rozlewa się przed moimi oczami. Oniemiała z przerażenia patrzę, jak Reuel doskakuje do rannego i chwyta go, gdy ten opada z sił konając. Słyszę świst i trójząb przelatuje tuż obok mnie i wbija się w pierś Steve'a. Krew. Wszędzie krew, krzyki, chaos, konanie. Śmierć. A Śmierć zatańczy w izbie kpiąc z Życia. 
  Drżąc cała podchodzę do Jamesa, klękam przy nim. Ledwo co oddycha, Reuel próbuje zatamować krwotok. Ściskam dłoń rannego, spogląda na mnie ledwo przytomny, uśmiecha się słabo.
 - Lily... - z jego ust spływa smużka krwi, ocieram ją delikatnie wierzchem dłoni łykając słone krople spływające mi strumieniami po policzkach. - Przepraszam, ja... - mówi z trudem.
 - Nie masz za co - szepczę kręcąc głową.
 - Mam... ty... a to Reuel...ja... - z jego gardła wydobywają się tylko pojedyncze słowa, ledwo porusza wargami. - Myliłem się...
 - James, błagam... błagam nie odchodź... bracie, braciszku... - łkam.
 - Pozdrowię od was Katrin, dobrze? - bełkocze plując krwią. - Do zobaczenia... do zobaczenia po drugiej stronie - wyrzuca z siebie wraz z wydaniem ostatniego tchu. Zastyga.




* "Trzej bracia" z "Baśni Braci Grimm"
** "Tears in Heaven", Eric Clapton
*****
Nie zmotywowałbym się chyba w ten weekend do napisania rozdziału, gdyby nie premiera "W pierścieniu ognia". Zabrakło paru scen, ale i tak zrobiło na mnie ogromne wrażenie i było świetne *_* Jeśli chodzi o ekranizację, to jest sto razy lepsza od "Igrzysk śmierci". Finnick ♥ Dobra, pewnie sami byliście, więc nie będę już tutaj tego przeżywać xD
Co do rozdziału, nie wiem, czy mi się podoba. Nie należy chyba do najgorszych, ale do najlepszych też raczej nie :p wydaje mi się jakiś chaotyczny... trochę się dzieje, nie wiem czy na korzyść, czy niekorzyść. Jakoś po premierze trudno jest mi cokolwiek ocenić xD
Wybaczcie za błędy, ale chciałam go już dzisiaj oddać w Wasze ręce c:
Pozdrawiam! 
PS. Jak wasze przeżycia z premiery? Czy dopiero zamierzacie się wybrać?
PPS. Bardzo dziękuję za wszystkie wasze komentarze i wciąż czytanie tego bloga ^_^

22 komentarze:

  1. TT_TT Jeszcze nie byłam na premierze, a najgorsze, że nie wiem kiedy się wybiorę O^O
    No i krew się polała (^_^) świetny rozdział, jak zwykle, taki poruszający :3
    Czekam na next i życzę weny ^3^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybieraj się szybko ^_^
      Musiała xD Dziękuję c:

      Usuń
  2. Jezu, ryczę normalnie;-;
    JAK MOGŁAŚ ZABIĆ JAMES`A? JAK?!
    Po prostu powaliłaś mnie na kolana. Teraz przez całą noc będę przeżywać, że go zabiłaś;-;
    Ale cieszę się, że przynajmniej Steve nie żyje, niekoniecznie go lubiłam. Ale James?!
    Ta... Na WPO idę w poniedziałek, tak więc chyba zamknę się do tego czasu w metalowym schronie bez drzwi, okiem i internetu, bo wszędzie, gdzie nie wejdę, tam spojlery;-;
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, musiałam... tzn nie musiałam, ale tak mi pasowało...
      Ja Steve'a też nie xD
      Powodzenia ^_^ ale wątpię, by nawet w schronie udało Ci się uciec przed spojlerami :p
      Dziękuję c:

      Usuń
  3. Ja jakoś nie wybieram się w najbliższym czasie na WPO.
    Niech ktoś mądry odbierze mi prawa do pisania fanfika ;-;
    A wiesz co? To mój ulubiony rozdział.
    Ale nienawidzę Steva. Jest dla mnie trupem. I co, do cholery,.stoi tam teraz sobie i gapi jak umiera jegi dawny przyjaciel zamiast uciekać?! I dziwi się kurde, że jest trupem. Nienawidze go. Nienawidze. Nien...
    "Zamieszkaj ze mną w Kapitolu." Powiem ci szczerze, strasznie mnie wzruszyła ta prośba. Mimo to, nadal tak ostrożnie podchodzę do tego gościa. Czy on na 100% jest Reuelem? Tak sobie krążę i na niego patrzę i zastanawiam się, czy tak, czy nie.
    Nic nie jest oczywiste.
    Błędów co nieco jest, ale przeczytaj sobie, to zauważysz jak zdanie brzmi jak połamane :D
    Ściskam, łamiąc wszystkie kostki
    - Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie?
      Serio? Ale wiesz, że piszesz to pod co drugim rozdziałem? xD Bardzo mi miło, choć myślę, że jak zawsze trochę mnie przeceniasz
      Steve, Steve... miałam dla niego inne plany, ale trochę mi się pozmieniały xD
      A właśnie to wydawało mi się strasznie sztuczne :p dobrze w takim razie, że tak nie wyszło ^_^
      U mnie? Na pewno nie c: zobaczysz, jeszcze trochę pogmatwam :>
      Wiem, wiem, ale tak strasznie mi się nie chce... -,-
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  4. Rozdział zajefajny :D
    Ale James... Jak mogłaś? JAK? :C Pomimo, że nie wybaczę Ci zabicia tej postaci, to akcję (to morderstwo) opisałaś świetnie. Strasznie się wciągnęłam i wgl. ;p No miód cud i malina *-*
    Dobra, ten komentarz jest tak głupi i chaotyczny, a to wszystko przez premierę WPO. Nie mogę po niej ochłonąć. Film był BOSKI! <3 Johanna zawsze była moją ulubioną postacią (na równi z Fnnieckiem :D ) a w filmie... Jena Malone świetnie ją zagrała. Cały film ogólnie mega <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję c:
      Jakoś tak wyszło... ^_^ przynajmniej tym razem nikt nie chce mnie zabić za to morderstwo xD Cieszę się, że mimo wszystko, podoba ci się :>
      No nie? :D Ja właśnie Johanny za bardzo nie lubiłam, ale strasznie się do niej przekonałam po premierze, była świetna! :D

      Usuń
    2. Wiem, że masz tego pewnie po dziurki w nosie, brak Ci czasu/chęci itp., ale...
      Zostałaś nominowana do Liebster Award!
      Jeśli nie odpowiesz, zrozumiem Cię ;) Nie jestem pewna czy na Twoim miejscu nie olałabym nominacji :D
      http://harrypotter-narnia.blogspot.com/p/liebster-awards.html

      Usuń
  5. buuuu ja dopiero w sobotę mogę iść.! ale nie przepuszczę okazji i pójdę, będę obżerać się popcornem i razem z przyjaciółką krzyczeć Peeta, kiedy się pojawi. tak to my, dwa debile z dystryktu dwunastego...
    rozdział świetny i nie wiem co jeszcze napisać...może
    DLACZEGO GO ZABIŁAŚ.? ;__;
    choć nie powiem, brakowało mi krwi...:P
    no i najlepsze na koniec: Wert i rebelia.
    dawaj Tournee dziewczyno bo sama chwycę za trójząb:D
    weny i motywacji!!!!!!!!
    ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha xD
      Tak jest fajniej ^_^ no nie? dawno już nikt nikogo nie mordował
      Dziękuję c:

      Usuń
  6. Co?
    Nie, nie.... NIE NIE NIE!
    Dlaczego zmusiłaś mnie do płaczu?! ;-;
    Może i nie lubiłam James'a, tak jak Reuela, lecz... lecz coś teraz brakuje. Biedna Lil straciła ''brata''. Bardzo przykro mi z tego powodu.
    Wiesz co nadało klimat? To, że James nie pojawiał się za często. Dla nas był jakimś przelotnym znajomym, a dla Lily?
    Na początku? WTF? Jestem trochę zmęczona po nocnym maratonie IŚ , więc myślałam, że to Lily dostała bronią, a nie James czy Steve.
    Ryczę, ryczę i jeszcze raz ryczę.
    Pozdrawiam
    Slendy ;)
    PS: FILM FENOMENALNY! Już na samym początku ryczałam na snach Katniss. Potem były trzy paluszki w Jedenastce ( za mną i trzema koleżankami, które nie czytały książek , był jakiś cały rząd fejsbukowych adminów, którzy uczynili honor fana i poszli za naszym przykładem). Jak Gale pocałował Kotne, to ktoś z tyłu krzyknął ''Fuj!''. I cała sala w śmiech! Zaczęliśmy klaskać przy wywiadzie Johanny, moja koleżanka do mnie szeptała ''Ej Ola (tag, moje imiątko), ja nie ufam temu Filipowi czy jakoś tam (chodzi o Finnicka XD Przypominam, nie czytała książek) i tej Johannie. Chcę , żeby zginęli.'' Wmówiłam koleżance, że Katniss zginie w tej części,a Peeta wygra Igrzyska i zginie w Kosogłosie. I posłuchaj, uwierzyła! Na końcu , kiedy poduszkowiec zabierał Kotnę, to ona w ryk. XD
    Wiesz ile osób płakało/krztusiło się śliną i łzami na śmierci Mags? Poplułam sobie spodnie, koleżanka spadła z fotela i ryczała mi do nogi. Najgorszy moment eveh.
    Ech... Przy Wiress też ryczałam, nie spodziewałam się Annie (TO NIE JEST ANNIE! WOLĘ INNĄ AKTORKĘ! ;-;), która grała tak sztucznie jak gotująca się woda. A Finnuś, och Finnuś. <3
    Effie też najlepsza! Powtarzałam za nią ''Chins up, Smiles on! Im talking to you, Katniss!'' c':
    Teraz tylko rok czekania!
    Mam sweet focie z plakatami, schodami, które były ponaklejane Kotną. Zabrałam również papierową podkładkę W Pierścieniu Ognia, która leżała bezczynnie na stoliku, jak Jaskier na fontannie w Wiosce Zwycięzców xDD. A w toalecie Katniss na lustrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniały mi się właśnie najlepsze momenty z Johanną! ''Snow! A co byś zrobił, gdyby ktoś ci podwórko przed domem podpalił?!'' Albo " ''Rozepniesz mi suwak?''

      Usuń
    2. Ale się rozpisałaś xD
      Wybacz, nie chciałam... :< a nie, sorry, jednak tak ^_^
      Może przez to, że rozdział trochę chaotyczny :p
      Hahahaha xD Przy okazji mam pytanko, czy to nie powinny być dwa palce? Miałam tą rozkmine przez pół filmu xp
      Ja to oglądałam i tylko: Gale, Peeta, Gale, Peeta... i tak w kółko o.o (i tak Finnick najlepszy)
      HAHAHAHAHAHAHAHA xD Ja bym "Filipowi" zaufała xD
      Oh, Johanna była zajebista! Pokochałam ją po tym filmie!
      Ja byłam z koleżanką, co równie bardzo jak ja kocha igrzyska, więc niestety nie mogłam jej na nic nabrać :<
      Prawie się nie poryczałam na Mags... właściwie co chwila myślałam, że się poryczę xD
      Nawet zbytnio nie zwróciłam na nią uwagi :p chociaż jak teraz próbuję to sobie przypomnieć, to wydaje mi się, że po prostu stała jak słup soli (przy okazji: nie mam pojęcia dlaczego tak się mówi xD ), ale to równie dobrze mógł być ktoś inny, nie bardzo to akurat pamiętam :p
      Hahaha! JA TEŻ! W ogóle, co chwila mówiłam jakieś teksty ze zwiastunów razem z aktorami ^_^
      Johanna była świetna ♥ ♥ ♥

      Usuń
  7. Dawna już nie pisałam tutaj komentarzy, przepraszam. :c Nie zdążyłam jeszcze nawet skomentować genialnego pomysłu o tym, że Reuel jest Snowem. W każdym razie - zupełnie się tego nie spodziewałam, współczuję mu, Lily zresztą też - będzie musiała obserwować wewnętrzną przemianę Reuela. Chyba, że ją też zabijesz...
    Świetny rozdział, chyba jeden z moich ulubionych. Cieszę się, że znów ktoś umarł (dziwna ja), tylko dlaczego musiał to być James? ;_;
    Jeszcze niedawno nie przepadałam za Wertem, delikatnie mówiąc, ale ostatnio zaczęłam go nawet lubić. Mam nadzieję, że niedługo znów pojawi się na pierwszym planie. ^^
    Czekam na nowy rozdział i życzę weny. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze i najważniejsze: kiedy wracasz na bloga? Stęskniłam się już za Tobą :c i myślałam, że już Cię w ogóle w świecie blogów nie zobaczę :<
      Kiedyś na pewno :D nie, no dobra, mam już napisaną scenę jej śmierci. Chciałabym powiedzieć, że przyszło mi to z trudem, ale tak nie było. Choć przywiązuję się praktycznie do każdego bohatera, to mordowanie nawet tych ulubionych (właściwie szczególnie ich) przychodzi mi z łatwością. Ale poryczałam się pisząc scenę jej śmierci, choć wcale wzruszająca pewnie nie jest. ALE dużo jeszcze wody upłynie zanim ta scena pojawi się na tym blogu (mam zaplanowane jeszcze trochę dużo wydarzeń c: )
      Bardzo Ci dziękuję ^_^
      Tak, tak, niedługo będzie go troszkę :>
      Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, za komentarz i za to, że wróciłaś c:

      Usuń
    2. Wiesz co Lily? Chyba przestanę czytać komentarze ;-;
      Bo teraz wiem, że Lilyjka zginie ;-;
      Dziengi
      Slendy

      Usuń
    3. Hahahaha xD u mnie? mogłaś się tego domyślić od początku ^_^ poza tym, zawsze mogę zmienić plany c:

      Usuń
  8. Premiera była genialna! I scena jak Johanna się rozbiera XD i na początku, jak Katniss wylewa wodę na głowę Haymitcha :D i Finnick, kostki cukru, strzelanie z łuku na treningu, Seneca Crane i Rue (nie powiedzieli tylko, że i Peeta, i Katniss dostali 12), głoskułki, pobicie Cinny... Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Film był genialny, nie da się tego ukryć i chyba dzięki niemu wraca mi wena :)
    Co do rozdziału...
    jest genialny. Szkoda mi tylko Jamesa... ;____; I wraca Wert, nie mylę się? :D
    Ahh, przypomniało mi się. Na premierze, z koleżanką, która nie czytała książki, Katniss rozwaliła pole siłowe, a koleżanka do mnie:
    - Patrz, rozwaliła (tak, użyła tu innego słowa xd) system!
    I ja w śmiech na całą salę XD w takim momencie :D
    Pozdrawiam i czekam na nn! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha xD gdybym chciała wypisać same najlepsze sceny, to by mi chyba w końcu miejsca zabrakło xD
      Też na to zwróciłam uwagę!
      Dziękuję ^_^ Wraca, wraca, już niedługo c:
      Hahahhaahah xD nie no, przez Ciebie nie mogę przestać się śmiać xD
      Dzięki jeszcze raz ^_^

      Usuń
  9. *w* to było świetne, tylko trochę rzeczywiście, trochę za bardzo chaotycznie został opisany atak na Jamesa, ale i tak cudownie <3 życzę dużo weny, której zapewne i tak masz w nadmiarze ^^

    P.S. Moja mama stwierdziła że nie ma sensu jechać na premierę, bo niby bilety są droższe(chociaż tak nie jest!) i wgl myśli że jak obejrzę w internecie to będzie to samo ;___;
    Leevy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^_^ wiem, wiem i jeszcze raz dziękuję :>
      o.o ja bym chyba nie wyczekała tyle, by obejrzeć w internecie i to w zapewne słabej jakości :/

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM