niedziela, 8 września 2013

XXIX

  Ludzie zaczynają klaskać, wiwatować, ale nie zwracam na nich uwagi. Na nic już nie zwracam uwagi. Moje serce zatrzymuje się na chwilę, by zacząć za moment bić w szaleńczym tempie  próbując wyrwać się z moich piersi, jakby chcąc nadrobić czas, w którym zahamowało. Czuję jak coś mnie paraliżuję.
Przezwyciężam nieznaną siłę i wolno, powoli, jakby każdy najmniejszy ruch był siłą wymuszony, wstaję i obracam się w zwolnionym tempie. Ciche westchnienie pełne zawodu wydobywa się mych piersi. Przez jedną, jedyną, cudowną chwilę znów uwierzyłam. Uwierzyłam, w to, że on żyje, że mnie nie zostawił, że to były tylko kłamstwa i insynuacje. Że zaraz podbiegnę, rzucę się mu na szyje, a on obejmie mnie mocno i wyszepcze: "Przecież ci obiecałem"... Wszystkie moje złudzenia pryskają jak bańka mydlana z chwilą, w której się odwracam. Bo nie stoję przed Reuelym, a przed wysokim, szczupłym, krótkowłosym brunetem o ostrych rysach twarzy, złamanym nosie, wężowych oczach i pełnych, lekko różowych ustach. Mężczyzna może mieć około dwudziestu lat. To nie Reuel, to nie jest mój Reuely... on nie żyje. Widziałam jego zwłoki. Które niedługo zostaną przetransportowane do Czwórki. On nie żyje. On nie żyje. Więc kim jest ten mężczyzna, który stoi przede mną? I czemu przybrał nazwisko, które ja wymyśliłam przyjacielowi? I co w nim jest takiego, że ogarnia mnie lęk, gdy na niego patrzę?
 - A teraz zapraszamy na swoje miejsca i obejrzymy najciekawsze fragmenty z Pierwszych Igrzysk Głodowych! - krzyczy radośnie Tarment wyrywając mnie tym samym z osłupienia.
 - Oglądajcie - warczę odrywając wzrok od Snowa i przenosząc go na prowadzącego. - Ale beze mnie - odwracam się od zszokowanego Kapitolińczyka i schodzę ze sceny wśród niemego otępienia. Gdy tylko przechodzę przez kotarę, ktoś chwyta mocno moje ramię.
 - Co ty robisz?! - syczy Marii wpatrując się we mnie zszokowana - wracaj tam!
 - Żeby znów oglądać ich śmierć?! Żeby patrzeć jak morduję?! By widzieć jak on umiera?! - łzy napływają mi do oczu, gdy wypowiadam ostatnie zdanie. - Nie. Chyba, że tylko po to, by ich pozabijać.
  Marii patrzy się na mnie przez chwilę smutno, po czym puszcza moje ramię.
 - Kolejne piękne przedstawienie! - śmieje się Wert kpiąco klaszcząc w dłonie - brawo! Brawo!
 - Co to jest za maskarada? - pytam drżącym głosem ignorując jego słowa.
 - Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie.
 - Chcę spotkania z Agnusem. Potem Snowem.
 - Jak sobie życzysz, madame - kłania mi się uśmiechając drwiąco. - W windzie przyciśnij "K", potem kluczyk i kod. 7164. Snow będzie na dachu. Znasz drogę.
  Kiwam tylko głową i ruszam w stronę dźwigu. Nie zastanawiam się, czemu Wert mi sprzyja. Obiecał, że będę mogła rozmawiać z kim zechcę i dotrzymuje obietnicy. To tyle. Wchodzę do małego pomieszczenia i postępuję zgodnie z jego wskazówkami. Drzwi się zamykają i winda rusza w dół. Po chwili zaczyna przemieszczać się w poziomie, po czym jedzie do góry. W końcu staje i otwiera się z cichym sykiem. Wychodzę na długi korytarz. Ściany są obite jakimś dziwnym materiałem w kolorze fioletu, podłoga ułożona jest z bordowych kafelków. Ruszam korytarzem. Mijam kolejne drzwi, ale żadne nie prowadzą do głównego organizatora. Gregory Qresvoret, Zugierd Arston, Lemensis Willen... Agnus Rebael. W końcu. Zatrzymuję się i biorę głęboki oddech. Ostatnie ofiary igrzysk. Pukam do drzwi. Obok jest chyba dzwonek, ale nie jestem pewna i wolę nie dotykać tych wszystkich nowoczesnych wynalazków Kapitolu. Albo raczej Dystryktu Trzeciego.
 - Wejść! - rozlega się stłumiony męski głos zza drzwi.
  Wolno otwieram przejście i wślizguję się cicho do pokoju zamykając za sobą wejście. Rebael stoi do mnie tyłem, przegląda jakieś papiery przy dużym dębowym biurku.
 - Tak? - rzuca przez ramię, nie odwraca się nawet.
  Podchodzę do niego bezszelestnie wyciągając nóż.
 - Przesyłka dla pana - szepczę przy jego uchu przykładając ostrze do szyi mężczyzny.
  Momentalnie zamiera.
 - Od kogo? - pyta niby hardo, ale głos mu się załamuje.
 - Lily Anderson - po stali spływa pierwsza kropla krwi, gdy nacinam skórę.
 - To nie ja... Wert... Brown... - charczy przerażony.
 - Na nich też przyjdzie kolej - szarpię ręką z ostrzem i odsuwam się, gdy krew tryska z poderżniętego gardła na białe papiery. - Bum - schylam się i wycieram nóż o jego marynarkę. Wstaję i wychodzę na korytarz chowając z powrotem broń. Zamykam za sobą drzwi i idę do windy. Wciskam przycisk z numerem dwunastym i dźwig rusza. Moją głowę zajmuje pustka, nie myślę o niczym, nie dbam o nic. Znów kogoś zamordowałam. Mój umysł przestawił się na tryb zabójcy. A teraz została jeszcze jedna osoba, która zaraz pożegna się z życiem. Wychodzę na dwunaste piętro, teraz przez nikogo nie zamieszkane, puste i ciche. Przez jedną sekundę przypominam sobie trybutów z dwunastki, przypominam sobie wszystkich poległych. Szybko odrzucam od siebie te myśli i wchodzę po schodkach na dach. Przypomina jeden wielki ogród. Do moich nozdrzy dociera delikatny zapach lilii, które go obrastają.  Zauważam go dopiero po chwili. Stoi przy barierce, wpatrzony w Kapitol u swoich stóp jest odwrócony tyłem do mnie.
 - Coriolanus Snow - wyciągam nóż podchodząc bliżej.
 - Dla mnie też masz przesyłkę? - pyta lekko rozbawiony w naszym wymyślonym języku nie odkręcając się w moją stronę.
  Dotykam ostrzem jego pleców.
 - Kim jesteś?! - warczę.
 - Doskonale wiesz kim jestem, Lily Anderson.
 - Mylisz się. Przybrałeś złe nazwisko, kimkolwiek byś nie był.
  Obraca się odtrącając moją rękę z nożem. Błyskawicznie przykładam ostrze do jego szyi, unosi ręce w obronnym geście.
 - Ile osób już zamordowałaś tym nożem? - pyta cicho wpatrując się we mnie.
 - Zamknij się! - krzyczę, chłodny wiatr uderza mnie po twarzy, rozwiewa włosy.- Mów kim jesteś!
 - Powiem ci, a wtedy mnie zabijesz, tak? - z trudem powstrzymuje się, by nie podnieść kącików ust w uśmiechu.
 - I tak się tego dowiem.
 - Więc chcesz bym zaoszczędził ci problemu? Dobrze więc. Ale rozumiem, że od razu po tym odbierzesz mi życie, tak?
 - Możesz już stracić - zaczyna mnie denerwować ta cała rozmowa. Za długo trwa. Ten mężczyzna powinien już nie żyć.
  Uśmiecha się lekko.
 - Kiedyś, gdy byłem mały, pewna dziewczynka też uparcie zadawała mi to pytanie... "kim jesteś?". Ale wcześniej przejechała mi ostrzem finki po ręce - wolno odwija rękaw marynarki ukazując cienką, bladą bliznę.
  Odsuwam się zszokowana, ale wciąż nie odrywam czubka noża od jego szyi.
 - Nie chcę oglądać tych waszych cholernych sztuczek, Kapitolu! - krzyczę, ale głos mi się załamuje.
 - Ta dziewczynka szybciej działała niż myślała. Dobrze, że to się zmieniło.
 - Milcz! - przybliżam się gwałtownie przykładając całe ostrze do gardła mężczyzny. Ręce zaczynają mi się trząść.
 - Lily - uśmiecha się lekko, tak dobrze znanym mi uśmiechem... ale kwitnącym na obcych wargach. - To ja, Reuel. Ja... przecież ci obiecałem...
 - Nie wierzę ci! Reuel nie żyje! NIE ŻYJE! Widziałam - łzy spływają po moich policzkach - widziałam... trumnę, zwłoki...
 - Hologram - odpowiada spokojnie.
 - Pożegnaj się z życiem, kłamco! - rzucam ocierając wierzchem lewej dłoni słone krople z twarzy. - Ostatnie słowa? - nacinam lekko skórę.
 - Kocham cię - mówi głosem tak dobrze mi znanym - zawsze pamiętaj kim jesteś, Lily. Zawsze. Aż do śmierci.
  Zamieram.
 - Gdybyś mógł... - głos ledwo przechodzi przez moje gardło.
 - Zerwałbym gwiazdy z nieba, by ozdobić nimi twoją czarną, jak noc listopadowa, sukienkę. Słońce wrzuciłbym do morza, by to jasno świeciło nie zwodząc już więcej marynarzy swoją czarną tonią.
 - A księżyc...
 - Księżyc podarowałbym tobie - uśmiecha się wzruszony. - Babka nigdy nie mogła się nadziwić głupotom, jakie wymyślaliśmy. Mawiała...
 - Nauczcie się rozróżniać bajki od rzeczywistości - kończę razem z nim. Odsuwam się, nóż wyślizguje mi się z dłoni - nie wierzę... jak to możliwe? - szepczę wpatrując się w obce oblicze.
 - Kapitol - mówi smutno - może wszystko.
  Przybliżam się drżąc cała i dotykam dłonią jego twarzy. Błądzę palcami, jak niewidoma, po nieznanych ustach, krzywym nosie, ostro zarysowanych brwiach, obejmuję delikatnie obiema dłońmi jego twarz. Tylko jej kształt pozostał taki sam. I oczu, ale one same są jakieś dziwne, inne. Spoglądam w nie, ale nie poznaję stalowych tęczówek, nie umiem odnaleźć w czarnej źrenicy śladu mojego Reuela.
 - To ty czy już nie ty? - szepczę sama nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
 - Zmienili mnie - bierze delikatnie moje ręce w swoje dłonie - ale tylko wygląd - przykłada je do serca - nie to, kim jestem naprawdę. Pamiętaj, co ci obiecałem .
 - Że nigdy się nie zmienisz... na zawsze pozostaniesz sobą. I że przeżyjemy. Razem.
  Obejmuje mnie przybliżając się.
 - Przecież wiesz, że nigdy nie łamię obietnic.
  Odwracam wzrok.
 - Nie potrafię patrzeć w te obce oczy - mówię cicho speszona.
  Słyszę jego serdeczny śmiech, który tak często słyszałam podczas naszych wspólnych zabaw w dzieciństwie. Odsuwa się i podchodzi do barierki. Chwilę coś robi odwrócony do mnie tyłem, po czym wraca uśmiechając się szeroko.
 - Tak lepiej? - pyta wesoło spoglądając na mnie swoimi oczami. Oczami Reuela.
 - Nie rozumiem - przyglądam mu się zafascynowana - jak to możliwe?
 - Nie wiem, jak to nazywają. To takie szkiełka, co wsadzają mi do oczu i przez to wyglądają zupełnie inaczej niż normalnie. Jeszcze nie przeszedłem wszystkich operacji - krzywi się - poprosiłem, by jeszcze niektóre odwlec... odwołać... byś ty mnie potrafiła jeszcze rozpoznać.
  Uśmiecham się i staję na palcach, by go pocałować. Obejmuje mnie mocno.
 - Zostaniesz tu trochę? - prosi mnie cicho szepcząc do ucha.
 - Trochę - uśmiecham się lekko - jak mi pozwolą. Ale potem ty przyjedziesz do Czwórki.
 - Zgoda. Więc nie marnujmy ani jednej wspólnej chwili - bierze mnie na ręce.
  Śmieję się zaskoczona, a on niesie mnie wgłąb ogrodu i delikatnie kładzie na miękkim kocu rozłożonym wśród pięknych kwitnących kwiatów. Wtulam się w miękką poduszkę ułożoną pod moją głową, a Reuel kładzie się obok mnie. Przekręca się, by patrzeć mi w oczy. Nie mogę w to uwierzyć. Wszystko to jest jakby snem... tak, to musi być sen. W końcu, jak inaczej byłoby to możliwe? To nie jest teraz ważne, nie chcę nad tym myśleć. Chcę się cieszyć z tego, że jest przy mnie. Czy to sen, czy nie.
  Leżymy cały czas po prostu patrząc się na siebie w milczeniu. W końcu nie wytrzymuję.
 - Co mi się tak przyglądasz? - śmieję się.
 - Nie mogę nacieszyć się twoim widokiem - odpowiada odgarniając mi zbłąkany kosmyk włosów z twarzy.
 - Czy ty umarłeś? - szepczę.
 - Nie wiem - wzrusza lekko ramionami - leżałem długi czas nieprzytomny, widziałem dużo dziwnych rzeczy... jakbym śnił, ale to wszystko było takie prawdziwe...
 - Wiem coś o tym.
 - Nie chcę o tym mówić - odzywa się cicho - nie chcę tego pamiętać.
 - Ja też nie. Najchętniej zapomniałabym o tych całych igrzyskach.
 - Więc zapomnijmy - uśmiecha się lekko błądząc opuszkami palców po bliźnie na moim policzku.
 - Zapomnijmy - przybliżam się i muskam wargami jego usta.
  Obejmuje mnie odwzajemniając pocałunek. Zatracam się w nim zapominając o całym świecie.

*****
Rozdział nie sprawdzony po parę razy, nie poprawiony, więc jest pewnie sporo błędów. Jest jaki jest, dostalibyście go wcześniej, ale pierwszy tydzień szkoły już dał mi się ostro we znaki, a do tego nie miałam pojęcia jak dokończyć show. Pomysł pojawił mi się szczęśliwie w czwartek, ale w weekend nie miałam dostępu do komputera, by dopisać tą część rozdziału. Mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak mi się wydaje :)
To jeszcze nie koniec ^ ^
Dziękuję wszystkim czytającym, obserwującym, ale przede wszystkim komentującym c:
Pozdrawiam!

30 komentarzy:

  1. Pierwszy :D

    Rozdział Świetny

    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Reuel to Snow, ok... powiedzmy, że jestem... rozbita XD
    Cieszę się, bo Reuel żyje i w ogóle super... no ale jako Snow... Snow jest zły i tak dalej...
    Ale pomysł fajny i baaaaardzo orginalny (^_^)
    Świetny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  3. NARESZCIE! Dziękuję! Rozdział świetny i mam nadzieję, że następny pojawi się szybciej. Wiem, szkoła, te sprawy, też przez to nie mam czasu na nic.
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tutaj wszystko ma się kończyć Happy Endem ;_;
    Zrób coś i zabij kogoś xD
    Czekam na kolejny i życzę weny ( i mało pracy domowej ^-^)
    Pozdrawiam
    Fanka Slendy c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie :> nie ma happy endów :D
      dzięki

      Usuń
  5. Reuel żyje, Reuel żyje <#3333
    Matko, ale się cieszę :P
    Tylko jakiś taki... za wesoły ten rozdział :D
    Ogólnie to się cieszę, że jest i wgl., ale Reuel mógł stracić pamięć czy coś ;D
    Ale dobra, nie narzekam bo jak zwykle świetnie i czekam na ciąg dalszy c;

    No i jest jeszcze szkoła, życzę Ci mało zadania domowego, dużo wolnego czasu i jeszcze więcej weny! :D

    N. K. K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^ ^
      wybacz, jak bardzo chcesz, w następnym poleje się krew :D
      dzięki c:

      Usuń
  6. ALE RUEL BYŁ ZAWSZE DOBRY! :O
    A SNOW?! SNOW BYŁ OKRUTNY,ZŁY, NIENAWISTNY! O_O
    AAAA!! EMOCJE MNĄ TARGAJĄ,WIĘC PISZĘ NA CAPSLOCK'U :D
    JA CHCĘ NASTĘPNY ROZDZIAŁ! *.* ~MS.SNAPE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha xD
      postaram się dodać niedługo :>

      Usuń
  7. Po opisaniu wyglądu poczułam się nieco... zawiedziona. Ale teraz rozumiem, że przecierz nie było innego wyjścia. Co? Stanąłby przed Kapitolem trybut? Racja. Spuściło się ze mnie powietrze. Ale w takim dobrym sensie. Tak strasznie nie mogłam doczekać się tego rozdziału i teraz jestem uspokojona.
    Nie podoba mi się to, że tak łatwo przyjęła to, jak Reuel wygląda. Zero myśli, że to on, ale inne usta, że to on, ale nie ten sam. Po prostu hop i obściskiwanko.
    No i fakt, że strażnicy nie zauważyli, że organizator (zwany dalej GOI) nie żyje. Tak jakby stali nad nimi i czekali aż skończą całowanko. I to, że nie było go na uroczystości. I to, że nikt nie zareagował, że zwyciężczyni poszła w środku audycji. I Snow.
    Jak dla mnie to rozdział do dopracowania.
    Nie obwiniaj mnie proszę, za opryskliwość i czepialstwo ale szkoła.
    I mam nadzieję, że te słowo mnie usprawiedliwia :> choć trochę.
    Myślę, że u mnie będziesz miała szanse mnie zjechać, bez obaw :D
    Wszystkiego ci najlepsze i weny w litrach, bez oprocentowania.
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że jest do dopracowania, tylko gdybym chciała to zrobić, to zajęło by mi to jakiś miesiąc patrząc na pierwszy tydzień szkoły, kolejne będą jeszcze gorsze :p
      Co do wyglądu... Reuel umarł dla świata, poza tym byłoby dziwne, gdyby trybut został nagle doradcą prezydenta, nie? xD
      Co do strażników... nie spacerują sobie raczej po mieszkaniu organizatora igrzysk, kamer nie trzymałabym raczej w swoim własnym pokoju, poza tym już wspomniałam dawno, dawno temu, że w całym ośrodku nie zainstalowano jeszcze wszystkich :p nie było go na uroczystości, Seneca też nie był z tego co pamiętam (chyba już nie żył) i uznałam, że u mnie nie musi być.
      Co Ty, nie obwiniam xD że rozdział jest słaby - wiem, ale w tym momencie nie stać mnie psychicznie nawet na poprawianie go. Nie teraz.
      Nie chcę tej szansy!
      dzięki c:

      Usuń
  8. no tak... jak zwykle świetny rozdział:)
    trzyma w napięciu, a przynajmniej mnie, bo myślałam, że lada moment Wert zginie:)
    no cóż jeszcze nie teraz, ale mam nadzieję, że skoro każesz tak długo, czekać to się nie rozczaruję:)
    eee tam błędy, ważne że jest:P
    ooo jak ja lubię takie słodkie sceny, jak na końcu:)
    ale byłam zdziwiona tym, że jednak chłopak przeżył:)
    ale w końcu jak Ty piszesz, to można się wszystkiego spodziewać...:)
    ale zdecydowanie bardziej lubię moment śmierci Agnus`a...!
    to jest to co ubóstwiam<3
    fajnie, że się bał - mógł nie zadzierać:P
    no i oczywiście, że to jeszcze nie koniec - teraz pora Wert`a!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    o taaak!!!!!!!!!!!!!
    on naprawdę (mam nadzieję:P) zginie!!!!!!!!!!!!!!!
    nie mogę się doczekać!!!!!!!!

    pozdrawiam!

    weny i powodzenia w szkole:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^ ^
      Właśnie wydaje mi się, że końcówka mi się trochę nie udała, ale cieszę się, że Ci się podoba :>
      Hahahaha ja też to lubię :D

      Usuń
  9. Ja bym już wolała żeby nie żył. :D
    Resztę dokomciam jutro:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesssuuu... jak super! Reuel żyje... Co prawda jako Snow, ale... Żyje. :3
    Super rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Al Snow jest zuy. A Reuel dobry. Czyli z mojej rozkminy wynika, że prawdopodobnie Kapitol mu coś zrobi ^^ (jaki zaciesz, boję się siebie DDDDDDD:)
    Nie wiem już co pisać. Ledwo dopchałam się do komputera i nagle *puff* brak weny do czegokolwiek ;-;
    Czekam na ciąg dalszy, jestem ciekawa co ze Snowem, czy tam Reuelem XD
    Weny! :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zwykle spóźniona :c
    Ale nie ważne. Rozdział boski. *.*
    Snow, Rouel...wow...szok. Nie wiem co więcej napisać. xd
    Życzę Ci weny i siły do szkoły. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiedzialam.Po prostu wiedzialam, ze tak po prostu Reuel moze sie wziasc i zejsc. Czuje sie teraz troche jak Holmes:D
    A tak w ogole nie zauwazylam wiekszych bledow, jak na niepoprawiony rozdzial.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialne ! Po prostu GENIALNE ! Aż szkoda że opierasz się na tej sławnej książce bo jak widać po tym rozdziale i po poprzednim który miałyśmy szczęście przeczytać jesteś w stanie wymyślić coś absolutnie nowego . W wolnym czasie zajrzymy jeszcze na te Twoje inne opowiadania ale na razie z uwagą śledzimy te rozdziały bo jesteśmy ciekawe jak powiodą się dalsze losy bohaterki :) Podoba się nam w szczególności że piszesz tak że można dosłownie odebrać wszystkie uczucia i myśli bohaterki zupełnie tak jakby się nią bądź ,,w niej" było. Opisy genialne a na dodatek bardzo bogate słownictwo ! Jesteśmy pod wrażeniem i szczerze powiedziawszy to czytałyśmy wiele książek i opowiadań i naprawdę uwierz nam lub nie ale niektórzy pisarze tych opowiadań i tego co czytałyśmy nie pisali tak dobrze jak Ty. Tym bardziej Cię podziwiamy bo dostrzegłyśmy że z pisaniem jest jak ze śpiewaniem niektórzy sławni pisarze jak piosenkarze stworzą kilka hitów i reszta ich prac choć może być gorsza to i tak cieszy się uznaniem krytyków i choć oni się tak nie starają i reszta ich dzieł może być byle jaka to i tak wszyscy uznają że są dobrzy. Podoba się nam że ty cały czas piszesz tak dobrze i wcale mimo genialnych początków nie idziesz teraz na łatwiznę i nadal jest to wspaniałe można powiedzieć że cały czas jest jeszcze bardziej ciekawie i doskonale ! Chciałybyśmy móc kiedyś kupić Twoją książkę:D
    Zapraszamy na kolejny wpis)
    http://gangetpolska.blogspot.com
    Ginger&Roberta

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej! Nominowałam Cię do Liebster Award. Po wszystkie informacje zapraszam tu:
    http://dream-catcher-diy.blogspot.com/2013/09/nominacja-do-liebster-award_13.html
    Twój blog jest na prawdę genialny :)
    Pozdrawiam:**

    OdpowiedzUsuń
  16. Zostałaś nominowana do Liebster Award, szczegóły tutaj: http://67hunger-games.blogspot.com/2013/09/liebster-award.html ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award ;) Szczegóły tu: http://to-tylko-igrzyska.blogspot.com/p/nagrody.html (Liebster Blog Award 2) Podpisuję się pod komentarzem N. K. K. XD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM