sobota, 22 czerwca 2013

XXIII

   Wpatruję się oniemiała w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała czerwonowłosa dziewczyna. Śmierć.
 - Zmiech - szepczę sama do siebie - wszystko to zmiechy. 
  Nagle przestaję wierzyć w to, że i ja nie jestem zmiechem, że kiedykolwiek byłam żywym człowiekiem, a nie tylko wytworem Kapitolu. Opadam na kolana.
 - Reuel... - szepczę łamiącym się głosem - Reuely...
  Słyszę odgłos cichych kroków odbijających się echem od posadzki. Zatrzymują się za mną. 
 - Kocham cię - wyrzucam z siebie. Nie jestem zmiechem. Zmiechy nie mają uczuć. Zmiechy nie potrafią kochać. 
 - Ja ciebie też - kuca przy mnie i obejmuje - kocham. 
  Opieram głowę na jego ramieniu, a on niepewnie gładzi mnie po włosach. 
 - Gdzie byłeś? - pytam cicho.
 - Tuż przy tobie - odpowiada delikatnie przekręcając moją głowę, bym spojrzała na niego, po czym całuje mnie lekko. 
 - Chodźmy stąd - szepczę, gdy odsuwa się ode mnie - boję się tego miejsca. 
 - Chodźmy - wstaje i wyciąga do mnie rękę.
  Chwytam jego dłoń i z pomocą wstaję. 
 - Jak się stąd wydostać? - rozglądam się po komnacie - Obejdziemy tą... rzekę?
 - Przejdziemy przez nią.
 - PRZEJDZIEMY? - patrzę się na niego jak na idiotę.
  Uśmiecha się i podchodzi do wody.
 - Spójrz - mówi wpatrując się w nią. 
  Niepewnie zbliżam się i krzyczę krótko. Woda prycha głos w mojej głowie. Nie mogłam się bardziej pomylić. To rzeka krwi niosąca ze swoim nurtem w kółko kości, czaszki... Odwracam głowę czując jak nagle zbiera mi się na wymioty. Z trudem powstrzymuję się, by nie zwrócić zawartości swojego żołądka, choć i tak jest ona niewielka.
 - Jak ty chcesz przez to przejść? - pytam słabym głosem czując jak do moich nozdrzy wdziera się ostry odór krwi. 
 - No... tędy.
  Zmuszam się by spojrzeć w stronę Reuela, który stoi przy "rzece". Wskazuje ręką na coś białego lśniącego wśród krwi. Nachylam się i nie wytrzymuję. Odwracam się gwałtownie i wymiotuję na kamienną posadzkę. 
 - Chcesz... - wykrztuszam z siebie prostując się powoli - chcesz żebyśmy przeszli po... po żebrach? - zakrywam dłonią usta i zmuszam się by patrzeć na lśniące w świetle pochodni ogromne kości. Nie wyglądają na ludzkie, są za duże. Unoszą się na powierzchni nie podlegając biegowi rzeki.
 - Tylko musisz uważać żeby nie dotknąć ani kropli krwi.
 - Nie mam zamiaru - wzdrygam się - co się wtedy stanie?
 - Zostaniesz tam na zawsze - szepcze wpatrzony w czerwoną rzekę - te kości nie wzięły się znikąd.
 - Ja... ja się na to nie piszę - cofam się powoli.
  Wpadam na coś. Odwracam się błyskawicznie i krzyczę na widok potwora stojącego przede mną z pochodnią w dłoni.
 - To tylko rzeźba - odzywa się Reuel.
  Podchodzę i chwytam go za rękę.
 - Nie było jej tu przed chwilą! - syczę cicho.
  Obracam się i szarpię go za ramię. Posąg stoi metr od nas, choć chwilę temu sterczał dalej. Czuję niepokój. Ogromny niepokój. I strach.
 - Reuel... błagam chodźmy stąd - szepczę drżącym głosem - boję się...
  Obejmuje mnie.
 - Droga jest tylko jedna.
  Spoglądam na most z żeber. Wzdrygam się.
 - Nie dam rady...
 - Tyle przeszłaś i boisz się jednej rzeki krwi?
 - Tak - głos ledwo wydobywa się z mojego gardła - boję się tego miejsca.
 - Dasz radę - pcha mnie lekko w stronę krawędzi.
  Biorę głęboki oddech i przygryzam mocno wargę. Nie wiem czemu akurat to mnie tak stresuje, czemu odczuwam aż tak ogromny lęk przed tym, ale oddałabym wszystko żeby znaleźć się już poza tym pałacem. Nawet jeśli miałabym trafić w krąg zmiechów.
  Stawiam pierwszy krok na bielejących się kościach. Czuję jak lekko chwieją się pod ciężarem mojego ciała. Rozkładam ręce łapiąc równowagę i robię kolejny krok. Boże, jak się boję... Dalej, muszę iść dalej... TRZASK! Błyskawicznie skaczę przed siebie, żebra zaczynają bujać się pode mną, serce bije mi jak oszalałe. Rzucam się do przodu i spadam na kamienną posadzkę. Leżę na niej przez chwilę starając się uspokoić, wyrównać oddech.
 - Wszystko dobrze?
  Zrywam się na równe nogi. Reuel.
 - Już? - wpatruję się w niego zdziwiona.
 - Szedłem tuż za tobą - wzrusza ramionami.
  Rozglądam się. Wylądowaliśmy na kamiennej wysepce z fontanną. Patrząc na krystaliczną wodę wyciekającą z niej, pragnienie i głód zaczynają o sobie przypominać.
 - Odpocznijmy - proszę.
  Reuel kiwa głową. Siadam na posadzce i ściągam plecak. Chwilę w nim grzebię dopóki nie znajduję gdzieś na dnie paczki pokruszonych sucharów. Wypijam parę łyków wody, podaję bukłak Reuelowi i zjadam część prowiantu. Podsuwam mu paczkę.
 - Nie jestem głodny - mruczy pod nosem chowając wszystko do plecaka i podając mi go - chodźmy już stąd - wstaje i podaje mi rękę.
  Wzdycham cicho, chwytam jego dłoń i z pomocą podnoszę się. Rozglądam się dookoła, mój wzrok zatrzymuje się na fontannie. Wygląda w miarę normalnie, rzeźbiona z białego marmuru, pokryta zdobieniami. Krystaliczna woda wylewająca się z niej szumi uspokajająco. Podchodzę bliżej i nachylam się, by zobaczyć swoje odbicie w tafli. Wpatruję się jak zahipnotyzowana w płynącą dookoła mgłę pokrywającą grubą warstwą dno fontanny.
 - Co to? - szepczę oniemiała.
 - Dusze - Reuel staje obok mnie.
  Zaczynam rozróżniać kształty. Ciała, twarze.
 - Mama! - krzyczę i wychylam się, by chwycić jej wyciągniętą dłoń.
  Ktoś mocno łapie mnie i odciąga do tyłu.
 - Puść! - krzyczę próbując się wyszarpnąć - Zostaw mnie! Muszę ją stamtąd wyciągnąć!
 - To nie ona!
 - ZABIJ!!! - rozlega się wrzask - ZAMORDUJ!!!
  Nieruchomieję.  To ten sam głos, co wcześniej. Przypominam sobie słowa Reuela: "To rozkaz". Otrząsam się z otępienia i wyrywam z uścisku.
 - Chodźmy stąd - rzucam i obchodzę fontannę starając się na nią nie patrzeć.
  Słyszę ciche westchnięcie za plecami i odgłos kroków. Podchodzimy do drugiego brzegu.
 - Jak teraz przejdziemy? - pytam zrozpaczona.
  Reuel stoi przez chwilę wpatrując się w rzekę krwi.
 - Skoczysz - mówi w końcu.
 - Skoczę?! - patrzę się na niego jak na szaleńca.
 - Przerzucę cię. Dasz radę. Tu jest węziej.
 - A ty?
 - Ja będę tuż za tobą - odpowiada uśmiechając się do mnie lekko - gotowa?
 - Nie, ale nigdy nie będę - wzdycham.
  Reuel łapie mnie. Zamykam oczy. Czuję jak przez chwilę lecę przed siebie, po czym zaczynam spadać. Otwieram oczy w chwili, w której ląduję na ziemi. Wzdycham z ulgą i odwracam się w stronę Reuela.
 - Idziesz? - pytam uśmiechając się lekko do Reuela stojącego w tym samym miejscu co przed chwilą.
 - ZABIJ! - kolejny krzyk.
 - Nie mogę iść dalej - odpowiada cicho wpatrując się we mnie ze smutkiem - a ty musisz uciekać.
 - Odbiło ci? - patrzę się na niego zaskoczona - chodźmy, Reuel. Nie chcę tu zostać ani chwili dłużej.
 - Nie jestem Reuel - odzywa się spokojnie.
  Zamieram. Serce zaczyna bić mi coraz szybciej.
 - Co ty gadasz? Przecież...
 - Jestem zmieszańcem - przerywa mi.
 - Gdybyś nim był zabiłbyś mnie od razu - mówię, ale już nie tak pewnie jak wcześniej.
 - ZABIJ!!! - znów ten krzyk.
 - Słyszysz? Powiedziałem ci, że to rozkaz. Skierowany do mnie.
 - Zmiechy... zmiechy przecież nie myślą - wyrzucam z siebie zanim zdążę się zastanowić.
 - Mamy wykonywać rozkazy. Ale co byś zrobiła, gdybyś miała kogoś zabić, a ta osoba rzuciłaby się na ciebie z miłością ciesząc się, że w końcu cię znalazła? Tym bardziej, że nigdy nikt nie traktował cię dobrze? Nagle zaczynasz... tak jak to powiedziałaś... myśleć. Nóż wypadł mi z ręki. Nóż, który miał cię zabić.
 - Przecież... powiedziałeś, że mnie kochasz... zmiechy nie mają uczuć.
 - Zepsułaś mnie.
 - Ja... - nagle uderza mi do głowy jedna myśl - przeprogramowałam cię...!
 - Program... cel - szepcze spuszczając głowę - nie wykonałem celu, zawiodłem... - unosi wzrok na mnie i uśmiecha się lekko.
 - ZABIJ!!! ZABIJ!!! ZABIJ!!!
 - Żegnaj, Lily Anderson - wchodzi w rzekę. Jego skóra zaczyna się palić, odpadać, gdy nurt go porywa. Cały jest zakrwawiony.
  Odwracam wzrok nie mogąc na to patrzeć. Nagle wznosi się jakiś pył przesłaniający wszystko, silny wiatr zmusza mnie do zamknięcia oczu, kulę się z sobie. Wichura znika tak gwałtownie jak się pojawiła. Prostuję się i unoszę powieki. Reuela - zmiecha nie ma. Zniknął. Zostanie na zawsze w rzece krwi płynącej ciągle dookoła. W głowie ciągle słyszę jego ostatnie słowa skierowane do mnie. Słowa wypowiedziane głosem Werta.


*****
Proszę, piszcie mi gdy będę za bardzo przesadzać xp
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze  i pozdrawiam! ^_^

25 komentarzy:

  1. O borze liściasty! Wciąż zaskakujesz! Dobra, wiedziałam, że z Reuelem jest coś nie tak, nie zachowywał się tak jak "zawsze" XD ale w życiu bym nie pomyślała, że to zmiech i to do tego przepragromowany.
    Jesteś geniuszem, tyle powiem (napiszę XD) masz takie pomysły, że Collins by się ich nie powstydziła ^^
    Weny, weny, weny i jeszcze raz weny
    Alicja w Krainie Czarów

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, to ZABIJ mnie tak denerwuje o.o
    Przy śmierci ''Reuela'' troszkę się wzruszyłam :3
    Pozdrawiam
    Slendy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaczęło xD
      Również pozdrawiam ^_^

      Usuń
  3. Ide się pociąć łyszkom ;_;
    Walnęłam przepięlnego komenta, jak to powalił mnie na kolana pomysłz przepragramywowaniem zmiechów, jakie jest nieziemsko książkowy i wspaniały, zastanowiłam się co z Reuelem, przeraziłam posągiem, pochwaliłam genialnych organizatorów i napisałam, że za bardzo Cie chwalę a tu... Jeb! I komentarz poszedł się gonić.
    Może do Efbijaj dryndnę i mi powiedzą?
    Oby tak dalej Lil ;-;
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo za bardzo mnie chwalisz! Uważaj, żebym nie popadła w samozachwyt przez Ciebie kiedyś! xD

      Usuń
  4. Wow!
    Świetny rozdział!
    Ten głos "zabij" jest wkurzający. ;)
    Przeprogramowane zmiechy-genialne.

    Czekam na następny!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no to jest boskie!!!!!!!!!!
    Zazdroszczę ci pomysłów...
    aaa i jeszcze jedno - co ty chcesz poprawiać?!
    twoje opowiadanie jest E.P.I.C.K.I.E.
    koniec kropka^^

    dziękuje za zmiechy<3

    weny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałam początek, ale na razie jestem zbyt leniwa xD
      Dziękuję Ci :D

      Usuń
  6. Spójrz. :) Ludzie uwielbiają to opowiadanie, tak jak ja :). Jestem pod wrażeniem. Rzeczywiście to "zabij" jest irytujące, jednakże ostatnia scena bardzo mnie wzruszyła... Świetnie opisałaś każdy jej szczegół, ale nie przesadzałaś. Brawo.
    ostatnia-heretyczka.blogspot.com
    lorelon.blogspot.com
    anna-boleyn.blogspot.com - zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy nigdy bym się tego nie spodziewała
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  7. Ojoj... smutno mi ;-;
    Znów mam schizy. Kto żyje, kto nie, kto jest zmiechem? Pełno niewiadomych xd Ale jak zawsze rewelacja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo się wszystko wyjaśni :>
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  8. U w i e l b i a m. ♥
    Książkę powinnaś normalnie wydać!
    Muszę się koniecznie dowiedzieć, co będzie dalej.
    Daję ci góra trzy dni - znajd moją litość - na napisanie kolejnego rozdziału.
    Bo wyślę cię na Igrzyska! xd
    Aha bym zapomniała.
    [Atak histerii]
    Nieee!! Nie chcę, by mój Reuel zniknął [czy się zabił?] ! Masz w następnym rozdziale sprawić, by żył, bo tak powiedziałam.
    Żartuję, ale weź chociaż coś zrób, by żył, czy coś, plosse ślicznie. ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha xD Muszę się nad tym zastanowić... w sumie dobry plan na przyszłość ;>
      Następny mam już napisany tylko nie mam czasu przepisać go na komputer :p
      Zastanowię się nad Twoją propozycją :>
      Zobaczę xD

      Usuń
  9. Świetny, świetny rozdział!
    Kurcze, nie spodziewałabym się, że ten Reuel może byc zmiechem ;o. Mam nadzieję, że ten prawdziwy żyje ^^.
    Liczę też, że rozdział pojawi się już niedługo :D.
    Aha, przepraszam, że komentuję tak późno, ale jakoś nie umiałam znaleźć czasu na wejście XD.
    Nie przedłużając- życzę oczywiście weny i pozdrawiam!
    Marvel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^_^
      To się okaże xp
      Postaram się wstawić jakoś dzisiaj albo jutro, zależy jak znajdę czas, bo ostatnio mam go bardzo mało :/

      Usuń
  10. O kurczę! Przeczytałam Twoje opowiadanie w ciągu kilku dni i bardzo mnie wciągnęło! Super pomysł z Reuelym jako prezydentem Snowem :D. Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach? Oczywiście dodaję do linków i pozdrawiam! fivedevils.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem, co napisać. Kompletnie. Wiedz tylko, że kocham tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłaś zdjęcie, nazwę i już Cię nie poznałam!
      Nawet nie wiesz jak takie słowa potrafią mnie podnieść na duchu ^_^

      Usuń
  12. Miałam przeczucie, że ten Reuel to zmiech ;) Świetnie to napisałaś :) Ten cały pałac, rzeka krwi i te wszystkie zmiechy..... SUPER <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM