piątek, 10 maja 2013

XIX

 - Reuel - powtarzam, a na moje usta wypływa radosny uśmiech. Nie mogę w to uwierzyć! W końcu go znalazłam! Albo raczej to on znalazł mnie...
  Próbuję się podnieść i wtedy Reuel wyrywa oszczep z ciała Scarlett i błyskawicznie przykłada mi go do szyi. Opadam z powrotem na ziemię. Patrzę się na niego zszokowana. Jego oczy wpatrują się we mnie wrogo.
 - Myślisz, że nie wiem kim jesteś? - syczy zbliżając jeszcze bardziej ostrze do mojego ciała - Albo raczej CZYM.
 - Reuel... Reuely... - nie wiem co powiedzieć, jak zareagować, jestem w jeszcze większym szoku. Po moim policzku spływa pierwsza łza - Przecież to JA... Lily...
 - Zabiłem ją - mówi cicho, na jego twarzy odmalowuje się wyraz bólu i złości - była z tym... i ja... zabiłem ją. Zabiłem cię.
 - Ale to nie byłam ja, przecież... - nie wiem co powiedzieć, myśli mieszają mi się chaotycznie w głowie - Reuely... to... ja ciągle pamiętam kim jestem.
  Zapada cisza. Chłopak patrzy na mnie chwile nie wiedząc co zrobić.
 - Skąd mogę wiedzieć, że nie jesteś zmiechem, któremu wciśnięto w usta te słowa? - pyta po chwili w naszym języku.
 - Mogłabym zapytać cię o to samo - odpowiadam drżącym głosem - Czy ty pamiętasz kim jesteś?
 - Aż do śmierci - szepcze odsuwając oszczep i cofając się zdezorientowany.
 - Szczególnie wtedy - odpowiadam.
  Reuel podaje mi rękę. Chwytam ją i podnoszę się do góry z jej pomocą. Zanim zdążę cokolwiek zrobić, już tkwię w silnych objęciach. Wtulam się w jego ramię czując jak z oczu zaczynają mi spływać coraz gęściej łzy. Tylko teraz, są to łzy szczęścia.
 - I nigdy się nie poddawaj - szepcze Reuel i wbija w mój bok ostrze.
  Odsuwa się, a ja padam na ziemię krwawiąc. Patrzę w jego oczy, a on zaczyna się śmiać. Wszystko przesłania mgła i ciemność. Krzyczę. Umieram.
***
 - LILY!
  Otwieram oczy zrywając się gwałtownie. Czuję na całym ciele lepki pot, gardło boli mnie od krzyku. Rozglądam się zdezorientowana.
 - Gdzie... gdzie ja, do cholery, jestem? - pytam niepewnie.
 - Już myślałam, że nigdy się nie obudzisz.
  Patrzę skołowana na Dianę kucającą przy mnie w grocie na skale.
 - Przecież... - szepczę - ty nie żyjesz... umarłaś!
 - Śniło ci się to. Słyszałam jak krzyczałaś przez sen. Carav i Scarlett. To ta para szaleńców z Dziewiątki, prawda?
  Ciągle nie mogę otrząsnąć się z szokowania, więc milczę.
 - Bredziłaś w gorączce. Podałam ci leki z tej twojej apteczki i trochę się uspokoiłaś, ale potem znowu zaczęłaś krzyczeć.
 - To to wszystko... twoja śmierć... Reuel...to był tylko sen?
  Kiwa głową. Oddycham głęboko uspokajając się.
 - To było takie realne... A nasza rozmowa? O Morcie? Twój ojciec?
 - Opowiadałam ci trochę... myślałam, że i tak mnie nie słyszysz - speszona odwraca wzrok - Mówiłaś dużo o Mo, jakiejś zdradzie...
 - Ja już nie wiem co jest snem, a co prawdą... - szepczę zszokowana.
 - Wiesz, ja ciągle mam nadzieję, że nagle obudzę się w swoim pokoju i okaże się, że te całe igrzyska były tylko koszmarem. Nigdy nie było żadnych dożynek i nigdy ich nie będzie. Że to wszystko istniało tylko w mojej chorej wyobraźni.
 - Ale istnieje naprawdę... Więc odkąd straciłam przytomność, gdy wróciłam z polowania, obudziłam się dopiero teraz?
  Kiwa głową.
 - Czasem gadałaś, bredziłaś coś, raz nawet odpowiadałaś w miarę logicznie na moje pytania, ale to tylko tyle.
  Przymykam oczy. Diana żyje, Reuel się nie odnalazł, Reuel cię nie zabił, Reuel może nie żyć, Reuel, Reuel, Reuel...
 - Mamy jedzenie? - pytam nagle spoglądając na Dianę.
 - Kończy się - odpowiada krzywiąc się lekko - Pójdę, gdy się trochę przejaśni.
  Zerkam na wyjście z groty. Jest ponuro, pochmurnie. Wygląda na to jakby padało wcześniej z parę godzin. Nie mogę określić pory dnia, ale wydaje mi się, że jest już popołudnie.
 - Dobrze się czujesz? - pyta moja sojuszniczka.
  Kiwam głową.
 - Rana na nodze już ci się prawie zagoiła - mówi, gdy sięgam, żeby odwinąć bandaż - nos masz chyba złamany, posmarowałam go jakąś maścią, ale nie próbowałam z nim nic nawet więcej robić.
  Macham  lekceważąco ręką.
 - Przeżyję z krzywym nosem. Mogę oddychać normalnie. Nic mi nie jest.
 - Lily.
 - Tak? - patrzę na nią.
 - Myślisz, że to on mnie zabije? - pyta niepewnie - Carav?
  Marszczę brwi.
 - Czemu tak myślisz?
 - W sumie, to sama nie wiem - spuszcza wzrok, zaczyna pakować plecak - mam takie przeczucie... a jeszcze gdy ty to bredziłaś przez sen, to uwierzyłam w to jeszcze bardziej - wstaje, zapina i zarzuca plecak na ramiona. - Pójdę teraz - mówi cicho - potem może zacząć padać, wolę uniknąć wędrówki w deszczu - uśmiecha się do mnie blado i podchodzi do krawędzi skały.
 - Uważaj na siebie - szepczę.
  Nagle Diana odskakuje do tyłu wydając z siebie krótki krzyk.
 - Taaak - słyszę cichy syk, na półce skalnej staje Carav - to ja cię zabiję - śmieje się głośno, po czym pcha moją sojuszniczkę na skałę, wyciąga topór i przykłada go jej do szyi.
  W tym czasie, do groty wskakuje Scarlett i płynnym ruchem nakłada strzałę na cięciwę łuku celując we mnie.
 - Rusz się, a przebije cię nie jedna strzała - mruczy z radością dziewczyna odrzucając włosy do tyłu. Włosy czerwone i zlepione od krwi. 
 - Widzisz, piękna - Carav spogląda na mnie, jego ciemne oczy błyszczą , na twarz wypływa mu błogi uśmiech. - Twój sen się ziści - nachyla się do ucha Diany przyciskając mocniej topór do jej szyi i szepcze uwodzicielskim głosem - to ja cię zabiję.
  Diana jęczy cicho, próbując się odsunąć, a Carav błyskawicznie obraca ją tyłem do siebie i szarpie mocno za włosy, po czym cięciem topora ścina je i obejmuje mocno dziewczynę przyciskając ostrze do jej boku. Słyszę jej krzyk i to otrząsa mnie z otępienia. Robię krok w ich stronę, a strzała przelatuje tuż obok mojej twarzy.
 - Celowo chybiłam - syczy Scarlett. - Z tobą zabawa dopiero się zacznie, gdy skończy z NIĄ - wskazuje głową na Dianę.
  Przenoszę wzrok na moją sojuszniczkę i bezradnie patrzę, jak Carav wbija w jej bok ostrze topora. Przeraźliwy krzyk przecina powietrze, a szaleniec uśmiecha się tylko szeroko wyciągając broń. Odwracam wzrok nie mogąc patrzeć na ranę. Wrzaski się nie urywają, a ja nie mogę już tego wytrzymać. Muszę coś zrobić... tylko co, skoro nawet nie mam broni przy sobie? Zerkam na Dianę i od razu tego żałuję. Jej twarz jest cała we krwi, wykrzywiona od bólu, w ranie na boku, pod skórą przesuwają się palce Carava.
 - Czemu jej po prostu nie zabijesz? - krzyczę zrozpaczona.
  On tylko uśmiecha się szerzej.
 - Mówiłaś coś przez sen o rozciętym gardle - mruczy wyciągając dłoń z rany i obejmując nią zakrwawioną szyję dziewczyny.
 - Nie... nie... - szepczę odwracając głowę.
 - Patrz na nią! - krzyczy Scarlett.
  Moje ramię muska strzała. Z trudem znowu przenoszę wzrok na Carava i wrzeszczącą z bólu Dianę. Szaleniec nachyla się, tak jak w moim śnie nad szyją dziewczyny. I już wiem, że nie wytrzymam. Nie zważając na nic, rzucam się na chłopaka i odpycham go od Diany. Wśród krzyków mojej sojuszniczki, słyszę wrzask Scarlett. Dziewczyna podbiega i chwyta w objęcia osuwającego się na ziemię Carava. Z jego brzucha wystaje końcówka strzały. 
 - Nie! Błagam! Ja nie chciałam... - szlocha dziewczyna - Proszę, nie umieraj... 
  Ale długowłosy brunet nieruchomieje wydając z siebie tylko ciche westchnienie. Huk armaty. Scarlett przytula mocno jego ciało łkając. Nagle słyszę głośne uderzenie i kolejny wybuch. Patrzę zdezorientowana po grocie. Na jej podłożu jest długi, krwawy ślad kończący się na krawędzi skały. Diana. 
 - To przez ciebie! - krzyczy Scarlett zrywając się.
  Cofam się przed nią przerażona wszystkim, co właśnie się stało. Dziewczyna rzuca się na mnie, a ja odskakuję w bok. Scarlett nie zdąża zareagować, spada ze skały. Głośny huk i kolejny wybuch armaty. Przymykam oczy i opadam na ziemię. Czuję na sobie lepką, gęstą ciecz, do moich nozdrzy dociera odór krwi. Odór śmierci. Wbijam mocno paznokcie w przedramię i syczę cicho z bólu. Tym razem to nie jest już chyba sen. Otwieram szeroko oczy, gdy dociera do mnie prawda. Diana nie żyje. Zostałam sama. Nie jestem tu bezpieczna. Nie chcę tu zostać. Zrywam się gwałtownie widząc, jak blisko usiadłam koło zwłok Carava. Szaleniec leży w kałuży krwi z lekkim uśmiechem na ustach, oczy ma na wpółotwarte. Nagle wpada mi do głowy jedna myśl. Pogrzeb. Podchodzę do krawędzi i zrzucam linę, po czym błyskawicznie schodzę na niej. Zbliżam się do zmasakrowanego ciała Diany, zdejmuję plecak z jej ramion i przekręcam ją na plecy. Cała jest we krwi, oczy ma szeroko otwarte, usta wykrzywione w grymasie bólu. Drżącą dłonią przymykam jej powieki. 
 - Diana - szepczę cicho, łzy spływają po moich policzkach - ja... dziękuję ci. Przepraszam, że - głos mi się załamuje - że cię nie uratowałam. Że nie ocaliłam ci życia, tak jak ty wcześniej mi... Przynajmniej uciekłaś z tego koszmaru - nagle wzbiera się we mnie gniew - koszmaru stworzonego ku uciechy tłumów! - podnoszę głos, wstaję i rozglądam się dookoła wyzywająco - to wy ją zabiliście! - krzyczę - To wy zabiliście ją, Bastiana, wszystkich tu zamordowanych! I mnie też pewnie zabijecie! Więc czekam - drę się - Chodźcie tu! "Potęgo Kapitolu!" Chodźcie tu i powybijajcie resztę bezbronnych dzieci! Ale nie zrobicie tego. Nie osobiście. Naślecie nas na siebie, obiecacie wolność zwycięzcom. Ale na tym świecie nie ma wolności! Walczyłam z wami, "potęgo Kapitolu", podczas powstania. I teraz też będę walczyć! Więc chodź tu!  Przyjdź! I spróbuj mnie zabić - ściszam głos - czekam. 
  Opadam na kolana. Nie dociera do mnie to co się dzieje, co właśnie zrobiłam. Nic już do mnie nie dociera. 
 - Oszalałam - szepczę w naszym wymyślonym języku, choć sama już nie wiem czemu. 
  Łzy ściekają mi po twarzy opadając na ciało Diany. W końcu dociera do mnie, że ciała muszą zabrać poduszkowce. A żeby to zrobić, ja chyba nie mogę być nigdzie w pobliżu. Biorę się w garść i zarzucam plecak Diany na ramiona. Wchodzę do groty i przepakowuję najpotrzebniejsze rzeczy do swojego plecaka. Zwijam linę i również ją chowam. Schodzę po skale. Nie plądruje ciał Scarlett i Carava. Zabieram jedynie nóż z ręki chłopaka. Wycieram go starannie z krwi i dopiero wtedy wkładam go za pas.
  Staję przed skałą i patrzę na nią po raz ostatni. I wtedy ktoś mocno obejmuje mnie od tyłu.

*****
Nie pytajcie mnie dlaczego tak się stało, sama nie mam pojęcia xp 
Przepraszam, że tak plączę i gmatwam wszystko, ale tak sobie siedziałam wczoraj i pisałam ten rozdział, i nagle poczułam silną potrzebę zamienienia tego na sen. No i tak mi jakoś wyszło :p a że Diana i tak musiałaby zginąć, to uznałam, że Lily mogła mieć taki troszkę "proroczy" sen.
Więc macie jeszcze troszkę Carava, nie macie wciąż Reuela i Diana nie żyje ^_^
Obiecuję, że od teraz przestanę nagle zmieniać zdanie i wydarzenia i plątać wszystko. 
Czekam na wasze komentarze, bo sama nie potrafię do końca stwierdzić jak mi to wszystko wyszło :p

42 komentarze:

  1. Reakcja pierwsza: Diana jednak żyje!
    Reakcja druga: Co? Nie!
    Reakcja trzecia: Płaczę.
    A już miałam nadzieję, którą Ty tak wspaniale zburzyłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz... :< przepraszam...

      Usuń
    2. Nie przepraszaj, to dobrze, że płaczę - oznaka tego, że świetnie radzisz sobie ze wzbudzaniem emocji w czytelniku. Albo nie - przepraszaj. Zabiłaś Dianę. :c

      Usuń
    3. No nie mogła przeżyć :< wolałabyś żeby Lily ją zabiła? :(

      Usuń
    4. Co? Nie! To już lepiej jest tak. :(

      Usuń
  2. O_____o wow! Coś jeszcze dodać, chyba już znasz moją opinie!
    Ty to potrafisz człowiekowi namieszać w głowie XD. A miało być tak pięknie.
    Mam nadzieje, że to Reuel obejmuję Lily od tyły *błagam*.
    Pozdrawiam
    A.

    P.S. Alicja Ala to teraz Alicja w Krainie Czarów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahha xD Pięknie? na igrzyskach? o.O Nie u mnie xD
      Oj to się przekonasz ;>

      Usuń
  3. "W dupie to wszystko mam, więcej nie czytam, póki mi tu Reuela nie ma" - moja pierwsza myśl po przeczytaniu. Czemu znów mi to robisz, co? Ja chcę mojego Ru, bo nie ręczę za siebie.
    Lily miała proroczy sen i super, ale dlaczego Ru nie mógł mi wyskoczyć za skały z okrzykiem bojowym. Niszczysz moje marzenia, niszczysz makabrycznie i nieodwracalnie, dlatego od teraz robię strajk.
    Bez Reuela nie czytam więcej ani nie komciam. Takie moje żądanie i nie obchodzi mnie to, że to dziecinne!
    Idę się wychłostać szczypiorem.
    .
    .
    .
    Dobra, nie będzie strajku, ale niech ten Reuel będzie żył ja ładnie proszę.
    Rozdział wyszedł Ci bardzo dobrze, serio i ja się zastanawiam ile ty jeszcze naplączesz. Uważaj tylko, żebyś się sama w tym nie pogubiła. Crav jest pięknym szaleńcem i aż szkoda, że go zabiłaś. Diany mi nie szkoda, ale jego tak.
    No i Lily oszalała. Oszalała i będzie szalona. Swoją drogą lubię ludzi szalonych, bo są tacy słodko nieprzewidywalni. No dobra, może tylko ja tak myślę, bo obcuję z nimi codziennie, ale są fajni. No i wcale nie widać, że mocno szaleni. To niech Lily nie będzie mocno szalona i niech już się tak nie drze, bo ją szybciej zabiją.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie będziesz czytać, to skąd się dowiesz czy jest Reuel, czy nie? ;>
      Poza tym nie możesz mnie opuścić... :(
      Postaram się już więcej nie plątać :p ja się już dawno w tym wszystkim pogubiłam xD
      Och, mi Carava też jest szkoda :<

      Usuń
    2. Dadzą mi ludzie cynk, czy mam już zacząć czytać.
      No nie opuszczę, nie opuszczę. Będziemy razem na wieki^^

      Usuń
    3. Jaka ładna deklaracja, prawda? Na wieki - jak to ładnie brzmi:D

      Usuń
    4. Deklaracja piękna, ale teraz będziesz musiała wytrwać aż do końca ^_^

      Usuń
    5. Nie wątp we mnie. Wytrwam do końca, a później będę żyć długo i szczęśliwie^^

      Usuń
  4. Czy Ty zawsze musisz dać na koniec rozdziału jakąś sensację? xd przez Ciebie żyję w ciągłej niepewności ;p rozdział świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ^_^ zawsze chciałam to zrobić, a teraz, gdy mam okazję... ;>
      Dziękuję pięknie c:

      Usuń
  5. Moja reakcja jak u Cassie: Diana żyje!!! I mój ukochany porąbany Carav też !!!! Juhuuuuu.
    A potem takie Co ?!?!!? Ja cię chyba zabiję.... Płacz
    Myślę że to oczywiście Reuela objął Lily od tyłu... Jaka ja oryginalna.
    Daj szybko następny rozdział, bo ten jest super
    Pozdrawiam,
    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mnie zabijesz nie będzie kolejnego rozdziału, pamiętaj o tym! xD
      Dziękuję ^_^

      Usuń
  6. Rozdział świetny no i nawet to jak wszystko obróciłaś w sen. Końcówka intrygująca, więc z niecierpliwością czekam na nowości. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Huhuhu, mam schizy przez Ciebie... teraz nie ogarniam O.o Jeszcze w tym śnie cały ten cyrk z ludzkimi zmiechami... to jest jak Incepcja... Genialnie :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha xD Dziękuję Ci pięknie ^_^

      Usuń
  8. Rozdział wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, wspaniałe :). Rzeczywiście nieco poplątane i zagmatwane ale równie dobre. Pozdrawiam i życzę weny : )

    OdpowiedzUsuń
  10. :O Już się przestraszyłam, że Diana będzie żyła! Nie ufam takim cholernie dobrym ludziom... Nie na Igrzyskach.
    Podoba mi się, że to sen :3 Nawet proroczy :3 Bo jest więcej Carava :3
    Ale na początku, jak we śnie (o czym jeszcze nie wiedziałam) Reuel rzucił się na Lily to w moich myślach zawyło głośne "WIEDZIAŁAM!!!" A tak, chciałam się pochwalić C: No, i załapałam chwilowo to, czego wcześniej nie załapałam. A teraz znów nie rozumiem... Skoro to sen, to AŻ tak proroczy?
    No nic, ważne, że jest genialnie :>
    Pozdrawiam
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty tak tej Diany się czepiasz? xD
      Z tym rzuceniem się, to tak mnie nagle tknęło żeby to napisać... taki impuls xD
      Oj, ci! Tak mi się napisało c;

      Usuń
  11. Zebrałam się na odwagę i zaczęłam czytać twoje Igrzyska! <3
    Rozdział świetny , po prostu wow!
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie nadrobiłam zaległości i muszę przyznać, że czytałam wszystko z zapartym tchem. Wywiad, rzeź, sojusz, proroczy sen, śmierć Diany i zagadkowy Rauel. Jestem zachwycona. Oczywiście mam nadzieję, że to on objął Lil, ale chciałabym, żeby ta scena z jej snu się spełniła. Tylko może bez tej części, gdzie zostaje zabita.
    Byłam zaskoczona, że Lily tak szybko dała wciągnąć się w ten sojusz. Myślałam, że będzie wolała działać sama.
    Zastanawiam się, kiedy, i czy w ogóle, Wert jej (im) coś wyśle.
    Podoba mi się arena, ale chciałabym jeszcze jakąś niespodziankę z nią związaną.
    Ogólnie to czekam niecierpliwie na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam,
    Awena. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyśle, wyśle, wszystko w swoim czasie ^_^
      Arena niedługo zmieni się diametralnie, więc niespodzianka będzie :D

      Usuń
  13. Ha chce mojego Rela!!!! Jasne? Nie będę komentować jesli to hue bedzie on!!!! A tak przy okazji fajny rozdział Chociarz musiałam się cofnąć do poprzedniego zeby to ogarnąć. No i musze powiedziec ze ta walka cos za łatwo naszej lily poszła.
    Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no kiedyś w końcu będzie, obiecuję ^_^
      Może jej nie doceniasz xd a tak serio, to pisałam na żywca, więc... ;p

      Usuń
  14. A ja wiem, że to Reuel! Przyśnił mi się ciąg dalszy pierwszych igrzysk i był to właśnie Reuel! Ha, nie mogę się doczekać nowego rozdziału! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Prawie z krzesła spadłam. ♥.♥ Mówił Ci ktoś, że masz talent? Dzięki Tobie mam w ogóle jakieś wyobrażenie pierwszych Igrzysk bo jakoś nie mogłam wymyślić jak to było. :3 Reuel objął Lily?
    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny!

    http://oczami-scarlett.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo ^_^
      A to się niedługo przekonasz ;>

      Usuń
  16. Aaa... jest ciąg dalszy :D
    Wszystko przez mój poryty komputer >.<
    Świetne, świetne, coraz lepsze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest ;>
      Jeszcze trochę rozdziałów przed Tobą :)

      Usuń
  17. nie mogę uwierzyć,żę zabiłaś Dianę.Nie!Płaczę...Dlaczego?Myślałam może,że ona jednak przeżyje :( Świetne opowiadania piszesz,masz ogromny talent.

    OdpowiedzUsuń
  18. Do tej pory najlepszy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz c: one naprawdę bardzo pomagają w prowadzeniu bloga
I proszę o niespamowanie pod postami :) do tego jest zakładka SPAM